Tajemnice i ciekawostki zamku w Malborku
(dwujęzycznie, po angielsku i
polsku )
Uaktualizowano:
12 stycznia 2012
Kliknij "X" lub "No" na np. planszy rzekomych błędów, lub na reklamie, jeśli te usiłują przeszkodzić w oglądnięciu tej strony.
(Oto wykaz wszystkich
stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:)
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję
"Menu 2".)
Oto wykaz wszystkich moich stron
ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami
(tj. jako strony po polsku,
angielsku, niemiecku,
francusku, hiszpańsku,
włosku, grecku, oraz
rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione
są przedmiotowo.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję
"Menu 4".)
Poznajmy teraz kilka tajemnic i ciekawostek
zamku w Malborku. Najróżniejsze publikacje
o Malborku zawierają dosyć sporo "oficjalnych"
informacji o średniowiecznym zamku z owego
miasta. Jednak z reguły omijają one temat
intrygujących przepowiedni, tajemnic i zagadek,
jakie zamek ten otaczają. Dlatego jako osoba
prywatna i na dodatek mieszkająca na emigracji
aż w Nowej Zelandii, postanowiłem sporządzić
tą moją osobistą stronę internetową oraz poświęcić
ją właśnie starym przepowiedniom, tajemniczym
zjawiskom i zagadkom zamku pokrzyżackiego w Malborku.
Wszakże wielu wizytujących Malbork chciałoby
coś dowiedzieć się również i na tematy które
starannie omijane są we wszystkich "oficjalnych"
publikacjach.
Część #A:
Informacje wprowadzające tej strony:
#A1.
Jakie są cele tej strony:
Pierwszoplanowym celem tej strony jest
wskazanie owych najmniej znanych tajemnic
i ciekawostek pokrzyżackiego zamku w
Malborku. Dodatkowo strona ta ma inspiracje,
aby każdą z owych tajemnic i ciekawostek
malborskiego zamku wyjaśnić na bazie
naukowej
teorii wszystkiego
zwanej
Konceptem Dipolarnej Grawitacji.
#A2.
Historia tej strony:
Niniejsza strona powstała w listopadzie 2002
roku. Początkowo miała ona być jedynie
marginesowym dodatkiem do kilku innych
stron które promowały zamek w Malborku
z historycznego i faktologicznego punktu
widzenia. Strona ta miała tylko urozmaicić
tamte witryny poprzez dodanie do nich
kilku nieoficjalnych ciekawostek i zagadek.
Stąd w swoim pierwszym wydaniu zawierała
ona m.in. treść owej złowrogiej przepowiedni
przywiązanej do pokrzyżackiej figury Madonny
(obecnie przepowiednia ta jest opisana w
punkcie #C1), opis mojego "cudownego
uleczenia" (obecnie opisanego w punkcie
#E2), oraz zdjęcia pokazane poniżej na
"Fot. #G1ab". W styczniu 2008 roku
dowiedziałem się jednak, że moje opisy
złowrogiej Madonny malborskiej, szczególnie
jej wrogość do Polaków i rzekoma zdolność
do dokonywania "uzdrowień", zainspirowały
powstanie fundacji
Mater Dei
jaka chce odbudować tą krzyżacką figurę.
Znaczy, rzeczywiste efekty opracowania tej
strony okazały się dokładnie odwrotne do moich
intencji w tej sprawie. Zamiast zrozumieć z
niej jak niebezpieczna jest owa Madonna,
inni potraktowali ją jako atrakcję i postanowili
podjąć jej odbudowę. Natychmiast więc
przeredagowałem niniejszą stronę, tak aby
wyraźnie w niej wyjaśnić dlaczego odbudowanie
tej figury byłoby wysoce niemądre. Druga więc
edycja tej strony, jaka zaczęła być upowszechniana
w 2008 roku, dodatkowo objęła swą treścią m.in opisy
obecnie zaprezentowane poniżej w punktach #C2
do #C5. W 2010 roku dowiedziałem się, że anty-Polska
moc owej złowrogiej Madonny zaczyna się już objawiać.
Do treści tej strony dodałem więc obecny punkt #C6
(ciągle ostrożnie sformułowany - chociaż jego temat
aż się prosi o potraktowanie na jakie zasługuje), wraz
z innymi niewielkimi usprawnieniami przygotowując w
ten sposób trzecią edycję tej strony. Tą trzecią edycję
postanowiłem już wystawić jako główną stronę owych
historycznych wytryn o zamku w Malborku opisywanych
w punkcie #F2 poniżej. Wówczas, dokładnie w dniu
7 kwietnia 2010 roku, nagle dotknięty zostałem
"nadprzyrodzoną chorobą" opisaną w punkcie
#F2 tej strony, która nosiła wszystkie znamiona
choroby celowo we mnie zaindukowanej przez
średniowieczną Madonnę z Malborka. Owa choroba
całkowicie przewartościowała i przeinterpretowała
moje zrozumienie "cudownych uzdrowień" owej
krzyżackiej Madonny, oraz ujawniła mi alternatywne
wyjaśnienie dla kilku zagadek jakie dotychczas
trapiły mnie na ten temat. Zrozumiałem też wówczas
że Madonna ta NIE tylko leczy, ale taże zdalnie
"zadaje" choroby. To przewartościowanie moich poglądów,
wraz z okropnymi cierpieniami jakie mu towarzyszyły,
spowodowało że zdecydowałem się całkowicie
przeredagować tą stronę na dzisiejsze, czwarte
już z kolei jej wydanie. Faktycznie to gdyby NIE
cierpienia jakie Madonna ta zdalnie mi zadała, poglądów
wyrażonych w treści owego czwartego wydania
tej strony zapewne nigdy bym NIE opublikował -
i to na przekór że wierzę w poprawność tych poglądów.
Doskonale bowiem zdaję sobie sprawę, ilu przeciwników
moich idei dodatkowo sobie napytam otwartym poruszeniem
spraw które w owym czwartym wydaniu poruszyłem
(na dodatek do puli przeciwników których moje idee
już mają i którzy bezobcesowo krytykują wszystko
co moje awangardowe badania ujawniają). Po raz
pierwszy wstępną wersję owego czwartego wydania
tej strony opublikowałem 26 kwietnia 2010 roku.
Jednak główna publikacja jej czwartego przeredagowania
miała miejsce w dniu 3 maja 2010 roku.
Część #B:
Dlaczego ja, tj.
dr inż. Jan Pająk
uważam się za wystarczająco kompetentnego aby
podjąć się wyjaśnienia tych tajemnic i niezwykłości
zamku w Malborku, na temat których nawet dzisiejsza
oficjalna nauka boi się wypowiadać:
#B1.
Wyniki moich badań mówią same za siebie:
Jestem naukowcem który wyemigrował do
Nowej Zelandii w 1982 roku - tj. kiedy Nowa
Zelandia była ciągle postępowym krajem i
ciągle miała mądry rząd Sir Roberta Muldoon.
Jako naukowiec-emigrant, od 2005
roku muszę jakoś przeżyć w Nowej Zelandii bez
stałego zatrudnienia (zgodnie z nowozelandzkim
prawem "dola" też mi się tam nie należy, stąd
muszę tam żyć z moich dawnych oszczędności).
Mam więc sporo czasu na prowadzenie prywatnych
badań których nie mógłbym prowadzić
gdybym pracował zawodowo. Na dodatek,
brak pracodawcy i łatwych do wystraszenia
przełożonych ma też tą zaletę, że nikt NIE
przeszkadza mi w badaniach ani NIE
wywiera typowych dla mojej tematyki nacisków
aby badania te zarzucić. Oczywiście,
w czasach przed światowym kryzysem
ekonomicznym z 2008 roku, miałem możliwości
aby poza Nową Zelandią znaleźć dla siebie
akademickie zatrudnienie które byłoby
odpowiednie do mojej wiedzy i doświadczenia.
Stąd przykładowo w czasie od 1 marca 2007
roku aż do 31 grudnia 2007 roku pracowałem
na pozycji pełnego profesora na renomowanym
uniwersytecie (oczywiście poza granicami
Nowej Zelandii). Przedtem zaś zatrudniany
byłem na kilku pozycjach odpowiadających
stanowisku polskiego profesora nadzwyczajnego
kolejno aż na trzech jeszcze innych uniwersytetach
świata (też leżących poza Nową Zelandią) -
po szczegóły patrz stronę
O mnie (Dr inż. Jan Pająk).
Na stałe do Nowej Zelandii wyemigrowałem
w 1982 roku - stąd nawet obecnie mieszkam
po przeciwstawnej stronie świata niż Polska.
Ciągle jednak żywo interesują mnie sprawy
"starego kraju". Moje naukowe "hobby" polega
m.in. na badaniu najróżniejszych tajemniczych
i wcześniej nieznanych zjawisk, włączając
w to zjawiska powszechnie uważane za
tzw. "nadporzyrodzone".
Moje pełne przygód i podróży życie
najlepiej opisane jest w podrozdziale
W4 z tomu 18 najnowszej
monografii [1/5]
"Zaawansowane urządzenia magnetyczne",
dostępnej tu nieodpłatnie za pośrednictwem
linków (zielonego koloru) oraz menu z niniejszej
strony. Jeśli zaś kogoś interesują moje
osiągnięcia w zakresie naukowego
badania tajemnic i owych "nadprzyrodzonych"
zjawisk, wówczas powinien przeglądnąć
strony jakie wyszczególniłem w
"Menu 1" i "Menu 2" z lewego
marginesu. Szczególnie interesujące
wyniki moich badań "nadprzyrodzonego"
zawarłem na stronie
evolution_pl.htm
która w punktach #B1, #B5, #B6 i #B6.2
zawiera m.in. opis samoewolucji Boga
oraz formalny dowód naukowy, że "to Bóg
stworzył pierwszą parę ludzi", czy na stronie
evil_pl.htm
która wyjaśnia że nasza planeta Ziemia
aktualnie znajduje się w mocy szatańskich
istot jakich poziom techniki może być
uważany za niemal "nadprzyrodzony".
Opisy najróżniejszych tajemnic jakie
dotychczas badałem zawarte są także
w podrozdziałach W4 oraz V8 z tomów
odpowiednio 18 i 17
mojej monografii [1/5] "Zaawansowane urządzenia magnetyczne",
a także w podrozdziałach E1 i F1
tomów 4 i 5 mojej starszej
monografii [8] zatytułowanej
Totalizm.
Obie te monografie można sobie
sprowadzić nieodpłatnie ze
wszystkich witryn internetowych
także wyszczególnionych w
"Menu 4" i "Menu 2".
Jestem częstym odwiedzającym zamek
w Malborku. Niniejsza strona jest
zaś wynikiem owych odwiedzin.
Oto fotografia mnie i mojej żony,
wykonana na tle zamku w Malborku.
Fot. #B1 (R1 z [10]): To ja z żoną przy zamku w Malborku.
Zdjęcie z maja 1995 roku. Po prawej stronie tego
zdjęcia wyraźnie widać intrygującą "Bramę Wodną"
zamku w Malborku, a na wierzchołku owej bramy
widać nawet szary stożkowy cokół z "żabą"
pokazaną poniżej na zdjęciu "Fot. #H1ab".
* * *
Zauważ że można zobaczyć powiększenie
każdej fotografii z niniejszej strony internetowej, poprzez zwykłe kliknięcie
na tą fotografię. Ponadto większość wyszukiwarek jakie obecnie są w użyciu,
włączając w to także popularny "Internet Explorer", pozwala również na
załadowanie każdej ilustracji do swojego
własnego komputera, gdzie można jej się do woli przyglądać, gdzie daje się ją
redukować lub powiększać, a także drukować, za pomocą posiadanego przez
siebie software graficznego.
#B2.
Dlaczego teoria wszystkiego zwana
Konceptem Dipolarnej Grawitacji
jest aż tak przydatna w wyjaśnieniu "nadprzyrodzonego"
oraz w poznaniu innych poprzednio niezrozumiałych zjawisk:
Najlepsze moim zdaniem wyjaśnienie dlaczego
naukowa
teoria wszystkiego
zwana
Konceptem Dipolarnej Grawitacji
pozwala nam na aż tak zgodne z empiryką i aż
tak zrozumiałe wyjaśnienie wszelkich uprzednio
nieznanych zjawisk, opublikowane zostało w
punkcie #J5 totaliztycznej strony
wszewilki_jutra.htm.
W owym punkcie #J5 poznawanie czegokolwiek
o czym ludzkość ciągle NIE ma najmniejszego
pojęcia przyrównane jest do wspinania się na
wysoki mur naszej niewiedzy. Jeśli poznawania
tego dokonujemy wyłącznie na bazie tego co
wiemy z codziennego życia i z empiryki, wówczas
wspinanie to może być przyrównane do próby
pokonania wysokiego muru bez żadnego narzędzia.
Jeśli jednak mamy jakąś teorię naukową która
wyjaśnia nam mechanizm szeregu obserwacji
empirycznych, wówczas ilustratywnie daje się
to porównać do przekraczania muru poprzez
przystawienie do niego drabiny lub rusztowania.
Owa teoria pozwala bowiem aby niezależnie od
empiryki opierać się również na stwierdzeniach
tejże teorii - co ma takie same znaczenie jak
możność wspinania się kiedy równocześnie
możemy się opierać na murze i na drabinie.
Aż do czasu kiedy w 1985 roku ja zdołałem
wypracować naukową
teorię wszystkiego
zwaną
Konceptem Dipolarnej Grawitacji,
ludzkość NIE posiadała jeszcze żadnej teorii która dawałaby
zgodne z empiryką wyjaśnienia dla takich zjawisk jak
telekineza,
telepatia,
cuda,
dusza,
Bóg,
grawitacja,
czas,
moralność,
depresja,
katastrofy,
przepowiednie,
itp. Dlatego naukowe poznawanie tych zjawisk było
wówczas niemal niemożliwe. Jednak z chwilą kiedy ów
Koncept Dipolarnej Grawitacji
został opracowany i opublikowany, natychmiast się
okazało że wszystkie te zjawiska mają racjonalne
wytłumaczenie, swój mechanizm działania, swoje
pochodzenie, uzasadnienie, itp. W podobny też sposób
ta sama teoria wszystkiego na niniejszej stronie pozwala
na naukowe wyjaśnienie całego szeregu uprzednio
niezrozumiałych zjawisk i manifestacji jakie czasami
są empirycznie obserwowane w średniowiecznym
zamku pokrzyżackim z Malborka.
Część #C:
Posąg Matki Boskiej a przysłowie "Polak mądry dopiero po szkodzie":
#C1.
Złowrogi posąg malborskiej Matki Boskiej znany ze swej nienawiści do
Polaków, który wymagał aż pól bitewnych drugiej wojny światowej aby
zostać zniszczony, oraz który dla zwrócenia na siebie uwagi i dla
zostania odbudowanym, zwiódł mnie w błędne wierzenie
że dokonał cudownego uzdrowienia:
Aż do niemal zakończenia drugiej wojny
światowej, we wnęce ze wschodniej
elewacji kościoła Najświętszej Matki
Boskiej z Zamku Wysokiego w Malborku,
znajdowała się ogromna, bo wysoka
na 8 metrów figura Matki Boskiej
z Dzieciątkiem na ręku wykonana
ze stiuku (czyli sztucznego kamienia).
Figura ta skonstruowana była przez
Krzyżaków jacy odebrali Polakom
ziemie których ona doglądała. Z
upływem czasu zasłynęła też ze
swojej wrogości wobec Polaków.
M.in. przywiązana do niej została
stara przepowiednia, że przez aż
tak długo, jak długo figura ta dogląda
nadzorowane przez siebie ziemie,
panował na nich będzie język
niemiecki zaś ziemie te pozostaną
pod niemiecką kontrolą - po
więcej szczegółów patrz punkt #D1 z odrębnej strony o nazwie
przepowiednie.htm.
Przepowiednia ta wypełniła się na końcu
drugiej wojny światowej, kiedy w wyniku
tajemniczych zdarzeń eksplodowała
amunicja składowana w kościele przy
jakim figura ta stała, zmiatając tą figurę
z powierzchni naszej planety. Jednocześnie
ziemie które figura ta nadzorowała powróciły
do Polski i ponownie zapanował na nich
język polski. Niestety, ostatnio jakieś
mroczne siły starają się odrestaurować
tą złowrogą figurę. Jeśli im się to uda,
przywrócą one również nadprzyrodzone
moce owej starej przepowiedni. To z kolei
naruszy stabilność i pokojowy balans
dzisiejszej Europy. Dlatego nie wolno nam
dopuścić aby figura ta została odrestaurowana.
Zalecam więc aby czytelnik zapoznał się
z punktem #C5 tej strony, w którym staram
się wyjaśnić dlaczego należy uczynić
wszystko co w naszej mocy aby przeszkodzić
w odbudowaniu tej złowrogiej figury w jej
dawnym ekspansywnym zorientowaniu i
symboliźmie.
Dodam tutaj, że sprawie owej złowrogiej dla
Polaków przepowiedni przywiązanej do tego
posągu Malborskiej Madonny, poświęciłem
całą dużą "część #D" z odrębnej strony o nazwie
przepowiednie.htm,
na której omawiam wszystkie znane mi staropolskie
przepowiednie oraz dowody na ich wypełnianie się.
Oto jak "Słownik Geograficzny Królestwa
Polskiego i Innych Krajów Słowiańskich"
wydany w Warszawie w 1884 roku, na
stronie 943 pod hasłem Malbork,
opisuje ową figurę swoim nieco
archaicznym językiem, cytuję:
"Prezbiteryum zamyka półośmiobok, na
którego środkowym polu, gdzie zamiast
okna zrobiono framugę, znajduje się
od zewnątrz kolosalna, dobrze zachowana
i nieźle odrestaurowana figura N.M.
Panny, patronki tego grodu, z dzieciątkiem
Jezus na ręku. Wysokość figury wynosi
przeszło 8 m., dzecięcia prawie 2 m.
Stara ta figura z czasow Winrycha von
Kniprode (1351-82), układana na pełnym
rdzeniu z kolorowej mozaiki, jest niemal
unikatem; oprócz pobliskiego acz mniejszego
wyrobu w pobliskim Kwidznie (ścięcie
Św. Jana) i sądu ostatecznego w katedrze
Św. Wita w Pradze, średniowieczne mozaiki
w tych rozmiarach poza obrębem Włoch nie
istnieją. Złote tło framugi i niebieskie
jej obramienie
nasiane gwiazdami, są
również z mozaiki układane; staniol
(mineral-dopisek mój) ułożony na kawałku
szkła, a drugim kawałkiem nakryty, daje
złoty kolor. Figura ta, obrucona ku
wschodowi, jest robotą wenecką; w Wenecji
bowiem były mozaiki rzeczą bardzo zwykłą,
a w. mistrzowie mieli tam dawniej swoją
rezydencye."
Fot. #C1a (B5 z [10]): Zdjęcie
z czerwca 2004 roku. Przedstawia ono mnie
(dr inż. Jan Pająk) oraz niszę kościoła zamkowego
w Malborku, gdzie aż do czasów drugiej wojny
światowej stał złowrogi posąg krzyżackiej Matki Boskiej
słynący z cudownych uzdrowień oraz z wrogiej
dla Polaków przepowiedni która wymagała aż
drugiej wojny światowej aby się wypełnić
(przepowiednię tą opisuję w punktach #C4
i #C5 niniejszej strony). Nisza ta widoczna
jest ponad moją głową - ta otynkowana
wewnątrz na biało.
Na swoje urodziny w 1995 roku, posąg ten
potraktował mnie wysoce spektakularnym
widowiskiem, które aż do 7 kwietnia 2010 roku
uważałem za rodzaj "cudownego uzdrowienia".
(Jak to jednak wyjaśnię w częściach #E i #F tej
strony, najprawdopodobniej było to tylko "pozorem
uzdrowienia".) To niby "uzdrowienie" opisałem potem
dokładnie na całym szeregu swoich stron internetowych
i publikacji, włączając w to również i niniejszą
stronę o tajemnicach i ciekawostkach zamku z
Malborka.
Z kolei owe moje publikacje zainicjowały
nawrót zainteresowania społeczeństwa ową
figurą, jakiego końcowym wynikiem było
wysoce niefortunne powołanie fundacji
Mater Dei -
która jako cel postawiła sobie odbudowanie tejże
złowrogiej figury. Ja jednak od samego początku wiedziałem
o wrogim do Polski i Polaków nastawieniu tej figury.
Wiedziałem też o przywiązanej do niej starej przepowiedni,
że jeśli figura ta zostanie kiedykolwiek odbudowana,
język niemiecki powróci na doglądane przez nią ziemie.
Dlatego gdybym NIE został zwiedziony fortelem przez
ową figurę w opisanie swoich z nią doświadczeń, nigdy
dobrowolnie bym nic NIE uczynił co mogłoby się przyczynić
do jej odbudowania. Skoro zaś zupełnie bez mojej intencji
figura ta wykorzystała moje zdolności do zwrócenia
na nią ludzkiej uwagi, niniejszym czynię teraz wszystko
co tylko w mojej mocy aby jednak powstrzymać próby
jej odbudowy. Mam też nadzieję że treść niniejszej
strony przyczyni się do zarzucenia ogromnie
nierozważnego czyjegoś pomysłu aby jednak
odbudować tą złowróżebną krzyżacką figurę.
Owo spektakularne "niby-uzdrowienie" jakiego
doznałem w Malborku, zainspirowało mnie też
do badań mechanizmu takich uzdrowień. W
wyniku tych badań zdołałem ustalić, że "uzdrowienia"
faktycznie to mogą być dokonywane przez
praktycznie każdy obiekt, jaki zgromadzi
w sobie wymaganie duży ładunek inteligentnej tzw.
energii moralnej.
Przykładowo, w dzisiejszej Malezji ludzie bardzo
powszechnie zwracają się o dokonywanie uzdrowień
do specjalnych rodzajów drzew lub kamieni, które
nazywane są tam Datuk. Wygląd jednego
takiego drzewa "datuk" pokazałem poniżej na
"Fot. #D1" oraz na odrębnej stronie internetowej
ufo_pl.htm.
Kiedyś przy Kościele Św. Anny koło Milicza
istniał bardzo stary dąb oraz "anielski kamień",
opisane m.in. na stronie
sw_andrzej_bobola.htm
oraz na stronie
milicz.htm,
które w przeszłości też dokonywały cudownych
uzdrowień i przywracały płodność. Ów leczący
bezpłodność "anielski kamień" z kościółka Św.
Anny koło Milicza zniknął ze swego odwiecznego
miejsca gdzieś pomiędzy latami 1981 a 2004
(po raz ostatni ja widziałem go właśnie w 1981
roku, potem wyemigrowałem do Nowej Zelandii,
kiedy zaś ponownie go tam szukałem w 2004
roku - wówczas już go tam nie było). Dla
odmiany na tropikalnej wspie Borneo uzdrowień
dokonują specjalnie rzeźbione totemy drewniane
jakich przykłady pokazałem na "Fot. #D2" poniżej.
Z kolei aby obiekty te zgromadzily w sobie wymaganą
energię moralną, wystarczy aby spora liczba ludzi
zaczęłą się do nich modlić. Czyli praktycznie każdy
obiekt do którego modli się wielu ludzi, po jakimś
czasie nabywa potencjał do dokonywania
nadprzyrodzonych aktów - w tym np. cudownych
uzdrowień. Innymi słowy, zdolność do dokonywania
uzdrowień wcale NIE jest czymś niezwykłym, tyle że
podobnie jak "czarna magia" ludzie NIE wiedzą niemal
nic na jej temat. Co gorsze, jak wyjaśnię to dalej w
"części #F" tej strony, podobnie jak "czarna magia"
takie niby-uzdrawianie przez najróżniejsze figury,
bożyszcza, czy idole często obraca się przeciwko ludziom
i faktycznie sprowadza chorobę zamiast uzdrowienia.
Powyższa fotografia dzisiejszego wyglądu
samej niszy w której owa figura Matki
Boskiej kiedyś stała, pokazana jest też
jako zdjęcie "Fot. #25" na odrębnej stronie
internetowej o prastarym polskim mieście
z "Bursztynowego Szlaku", nazywającym się
Milicz.
Fot. #C1b: Niewielka złocista
mozaika istniejąca na zewnątrz katedry
w Kwidzyniu, prezentująca scenę
"Ścięcia Św. Jana".
Wykonana ona została tą samą techniką
jak owa mozaika pokrywająca figurę
pokrzyżackiej Madonny z zamku w
Malborku. Pochodzi też z tego samego
okresu. Ponieważ jednak do mozaiki
tej NIE przywiązana jest żadna złowróżebna
przepowiednia, mogła ona przetrwać
nietknieta aż do naszych czasów.
#C2.
Nadprzyrodzone moce posągu Matki Boskiej z Malborka i ich pochodzenie:
Ponieważ owa figura była aż tak stara,
poddawana ona była najróżniejszym
religijnym praktykom i wierzeniom przez
wiele kolejnych wieków. Stąd została
nasycona inteligentną energią niezliczonych
modlitw - jako taka stając się zdolna do
dokonywania nadprzyrodzonych aktów.
Dla przykładu, była ona w stanie dokonywać
uzdrawiania chorych ludzi.
Jej nadprzyrodzone moce mogą być
dzisiaj uzasadniane faktycznym działaniem
chińskiego tzw.
feng shui
opisywanego w punkcie #H1 tej strony.
Niestety, niezależnie od religijnego
znaczenia, figura ta była także symbolem
politycznej opresji Krzyżaków nad obszarem
jakiego doglądała, dokonywanej w imię
Boga. Dlatego do owej złowrogiej figury
przywiązana była stara przepowiednia
opisywana w punktach #C1, #C4 i #C5
tej strony. Ta przepowiednia się wypełniła
kiedy ów symbol religijnej opresji został
zniszczony tajemniczą eksplozją w ostatniej
fazie bitwy o zamek w Malborku, mającej
miejsce przy końcu Drugiej Wojny Światowej.
Oto jak owa figura zwykła wyglądać:
Fot. #C2abc:
Oto stare fotografie figury malborskiej Madonny ze stiuku (tj. sztucznego kamienia).
Jak widać z powych fotografii, posąg tej Madonny został zamodelowany w ustawieniu
reprezentującym expansję i kontrolę nad ziemiami których posąg ten doglądał. Stąd
doskonale symbolizował on intencje Krzyżaków jacy go wystawili, wzmacniając swoimi
nadprzyrodzonymi mocami agresywne działania owych Krzyżaków. Gdyby więc ten
proroczy posąg miasł zostać odrestaurowany w dzisiejszych czasach, jego ekspansywna
i złowroga postawa powinna być celowo zmieniona (tak jak
filozofia totalizmu
a także chińska wiedza o
feng shui
nam to doradza - patrz punkt #C5 poniżej), aby symbolizował on i umacniał swoimi
nadprzyrodzonymi mocami obecną sytuację ziem jakie on nadzoruje. Jak tego dokonać
wyjaśnia to punkt #C5 poniżej. (Kliknij na wybraną fotografię jeśli zechcesz ją powiększyć.)
(a) Lewa fotografia pochodzi
z widokowki datowanej w latach 1930-tych.
Była ona publikowana przez Alberta
Frisch z Berlina. Pokazuje głowę
owej figury, ze Świętym Dzieciątkiem
siedzącym na ręku. Po więcej
danych na jej temat patrz strony internetowe
zamek.malbork.com.pl,
zamek.malbork.pl, oraz
przewodnicy.com.
(b) Środkowa fotografia faktycznie
jest jedną klatką zaczerpniętą ze starego
niemieckiego filmu o tytule "Land an der Weichsel"
w reżyserii von Caengel, z 1943 roku.
Ogromnie interesujące jest, że zarówno
"Matka Boska" z owej figury, jak i dzieciątko,
posiadały charakterystyczne "trójkątne
twarze" oraz "pośladko-podbne" wybrzuszenia
na brodzie - czyli cechy anatomiczne
które są typowe dla UFOnautów - co
wyjaśnia dokładniej podpis pod ilustracją
"Fot. #G2d" poniżej, a także podpis
pod "Rys. #2" ze strony internetowej
ufo_pl.htm,
oraz podpis pod "Fot. #1" ze strony internetowej
antichrist_pl.htm.
Wygląda więc na to, że powyższa figura
powstała ponieważ przykładowo kiedyś
jakaś UFOnautka podszyła się pod Matkę
Boską i Jezusa.
(c) Prawa fotografia pochodzi z niemieckiej
tzw. "Serii Wojennej". Była ona publikowana
przez Deutsche Kunstverlag z Berlina około
1940 roku. Pokazuje ona cały posąg Matki
Boskiej razem z wnęką w murze kościoła w
której figura ta była ustawiona.
#C3.
Historyczny przykład wyzwolenia niszczycielskich mocy posągu Matki Boskiej z Malborka oraz jego wrogości wobec Polaków:
Na temat nadprzyrodzonych mocy omawianej
tutaj figury, a także na temat jej wrogości wobec
Polaków, dosyć sporo informacji zawartych
jest w starych manuskryptach. Oto co
przykładowo na jej temat pisze
"Borck: Echo sepulcralis" w manuskrypcie
z 1765 roku, strona 157, cytuję:
"Po sławnej bitwie pod Grumwaldem stoczonej
dnia 15 lipca 1410 r., postąpiło zwycięskie
wojsko polsko-litewskie pod Malbork, gdzie
atoli przednie straże stanęły dopiero 26
lipca, chociaż odległość wynosi tylko mil
15 (mila staropolska = 8.834 km: dopisek mój).
Użył tego czasu komtur świecki Henryk Reuss
von Plauen, zebrał naprędce posiłki skąd
mógł i obsadził zamek, gdzie się wkrótce
znalazły i resztki z pod Grunwaldu. Potem
spalił miasto, zerwał most na Nogacie i
postanowił bronić się do ostateczności.
Przystąpił tedy król do oblężenia tej
silnej twierdzy, ale kule kamienne nie
mogły przebić wybornej cegły i rozlatywały
się w kawałki; tymczasem roznosiły lekkie
oddziały jazdy po kraju przestrach i zniszczenie.
Ale brak żywności spowodował Henryka
von Plauen rozpocząć z królem układy;
ofiarował więc on ustąpić Polsce Pomorze,
ziemię chełmińską i michałowską;
same tylko Prusy zdobyte na poganach
miały pozostac przy zakonie. Należało
Polakom przyjąć te korzystne warunki,
ale dostojnicy w radzie królewskiej i
wielu ze szlachty nastawali na całkowite
wypędzenie krzyżaków z Prus, co
według ich zdania zależało tylko
od wzięcia Malborka i kilku zamków.
Jagiełło dał tedy odmowną odpowiedź.
Ale odtąd szczęście jakoś opuszczać
zaczęło oblegających; brak dobrej
żywności i pora gorąca sprowadziły w
obozie choroby; co gorsza, rozniosło
się, że puszkarz, który ugodzić chciał
w obraz N.M. Panny w kaplicy Św. Anny
zaniewidział (z pewnością chodzi tu
nie o obraz - lecz o figurę Madonny:
dopisek mój). Powiadano sobie nawet,
że gdy z niego drwił jego przełożony
i sam drugi raz wycelował do figury,
działo się rozpękło i zabiło stojącego
obok wodza tatarskiego; Tatarzy tem
rozgniewani, tarczami zabili zuchwałego
bluźniercę; miał to być ten, który
pod Grumwaldem pierwszy dzidą zwalił
w. mistrza Ulryka von Jungingen."
#C4.
Przykład wypełnienia się starej przepowiedni:
W naszym zapełnionym zajęciami życiu
często natykamy się na najróżniejsze
opowieści dotyczące starych przepowiedni.
Zwykle bierzemy je z odrobiną sceptycyzmu -
ot jak kolejne bajdurzenie starych ludzi.
Jednak jeśli ktoś dokładnie przeanalizuje
historie za owymi starymi przepowiedniami,
wówczas się okazuje, że zawsze one się
wypełniają. Tyle tylko, że ich wypełnienie
się dla wielu ludzi staje się widoczne
dopiero po fakcie, nie zaś przed
nim. Zamek w Malborku jest właśnie
doskonalym przykładem jak poważnie
powinniśmy potraktować takie stare
przepowiednie.
Figura Matki Boskiej ze stiuku jaką
opisałem powyżej, związana była z
jedną taką starą przepowiednią.
Owa przepowiednia stwierdzała, że
tak długo jak owa figura stoi na
swoim miejscu, ziemia jaką ona dogląda
pozostanie pod niemiecką kontrolą.
Cokolwiek by nie myśleli ludzie
którzy wiedzieli o owej przepowiedni,
w końcowym efekcie faktycznie się
ona wypełniła. Fugura padła bowiem
pod koniec Drugiej Wojny Światowej.
Jednocześnie zaś polska ziemia jakiej
ona doglądała uwolniona została spod
niemieckiego przywłaszczenia.
Tom 5 monografii
[8] "Totalizm"
(szczególnie podrozdzial G1) opisuje
najróżniejsze prawa jakie odnoszą się
do starych przepowiedni. Zgodnie z
tymi prawami:
(a) stare przepowiednie faktycznie
są wglądami w przyszłość, tyle że
wyrażonymi za pośrednictwem prostych
słów. Jako takie one zawsze się wypełniaja; oraz
(b) stare przepowiednie, a także
obiekty do jakich się one odnoszą, wypełniają
prawa "czasowo-niezależnej przyczyny i skutku"
(owe prawa stwierdzają m.in., że "we wszelkich
sprawach kontrolowanych przez prawa
przeciw-świata, przyczyna może się stać
skutkiem,
zaś skutek może się stać przyczyną" -
po więcej informacji patrz strona
timevehicle_pl.htm).
Wyjaśniając to prawo innymi słowami,
nie powinniśmy żartować z tematu
starych przepowiedni, ponieważ wszystkie
one sa śmiertelnie poważne i z całą
pewnością kiedyś się wypełnią.
Powinniśmy też być bardzo ostrożni
w naszym traktowaniu obiektów z jakimi
takie stare przepowiednie są związane.
Dla przykładu, jakakolwiek próba
odbudowania owej figury z Malborka
(która ciągle nasycona jest energią
niezliczonych modlitw) mogłaby
spowodować znaczące zmiany polityczne
w Europie. W ten sposób naruszyłaby
ona pokój, stabilność i relatywny
dobrobyt jakimi ten obszar cieszy
się od dnia zakończenia Drugiej
Wojny Światowej. Dlatego też,
znacznie bezpieczniej dla wszystkich
tych których to dotyczy będzie jeśli
owa pełna mocy figura oraz jej przepowiednia
pozostaną w przeszłości. Wszakże,
jeśli pozostaje ona w przeszłości,
jeśli ktoś zechce - to ciągle może ją
tam odwiedzić w swoich modlitwach,
myślach i prośbach. Wszakże nasze
myśli i modlitwy są w stanie przemieszczać
się w czasie - w przeciwieństwie do
naszych ciał fizycznych. Stąd modlenie
się do tej figury kiedy zawieszona
jest w naszej przeszłości jest więc
równie skuteczne jak modlenie się do
niej gdyby była ona obecna jeszcze teraz.
Jednocześnie zaś w takim przypadku
NIE będzie ona w stanie wprowadzić
żadnych zmian do stanu politycznego
naszej planety.
Odrębna strona internetowa o nazwie
przepowiednie.htm,
a także podrozdzialy F1 oraz G2 (tomu 5)
monografii
[8]
dyskutowanej wcześniej, omawiają cały
szereg innych starych przepowiedni, jakie
właśnie mają się wypełnić w bliskiej
już przyszłości. Dla przykładu, rozważają
one znane fakty na temat starej
przepowiedni o przybyciu Drugiego Jezusa
na Ziemię - kiedy waluta Euro zostanie
wprowadzona w Europie. (Owa przepowiednia
stwierdzała, że Drugi Jezus miał przybyć
na Ziemie "jak złodziej", kiedy Imperium
Rzymskie zostanie odrodzone. Z kolei
odrodzenie się Imperium Rzymskiego
symbolicznie miało miejsce dnia
4 stycznia 1999 roku, kiedy wspólna
waluta Euro zostala wprowadzona w Europie.)
Owa strona i podrozdziały kierują także naszą
uwagę na inną starą (warunkową) przepowiednię
stwierdzającą, że jeśli Polacy spełnią określone
warunki wówczas "iskra wyjdzie z Polski" - jaka
zdaje się przekazywać informację, że odnowa
moralna naszej cywilizacji może zostać zaczęta
właśnie w Polsce. Warto zwracać uwagę
na owe stare przepowiednie, jako że
zapowiadają one zdarzenia które
bezapelacyjnie nadejdą, stąd lepiej
jeśli jesteśmy świadomi ich nadchodzenia.
Zamek w Malborku jest właśnie doskonałym
przykładem, że bez względu na to jak
potężne coś może się wydawać, ciągle
przydzie taki czas, kiedy zgodnie
z działaniem przepowiedni lub praw
moralnych, jakiegoś dnia zmuszone
to będzie upaść.
#C5.
Tylko "Polak mądry po szkodzie" ma czelność budzić "śpiącego serpenta" -
czyli odrestaurować złowrogi wobec Polaków posąg krzyżackiej
Madonny o dowiedzionych proroczych mocach; inne narody
raczej by upamiętniły męczennicze losy kiedyś nadzorowanych
przez ten posąg ziem sceną nowego posągu o pozytywnej symbolice:
Motto:
"Przepowiednie to zapowiedzi i ostrzeżenia samego Boga, tyle że celowo wypowiadane
ustami zwykłych ludzi aby w ten sposób nie odbierać wolnej woli tym którzy je poznają."
Około 2002 roku, czyli w pobliżu czasów
kiedy m.in. przygotowywałem niniejszą
stronę internetową opisującą m.in. nadprzyrodzone
moce posągu Madonny z Malborka,
miałem niezwykły sen. Zapamiętałem go
dokładnie bowiem często potem przemyśliwałem
nad jego symboliczną wymową. We śnie
tym znalazłem się w swojej rodzinnej wsi
pod lasem przy basenie przeciwpożarowym
który opisałem m.in. w punkcie #C2 i w podpisie
pod "Fot. #E1" ze strony internetowej o
Wszewilkach.
W moim śnie basen cały wypełniony był
wodą, tyle że zamarzniętą i formującą solidną
bryłę lodu jaka zapełniała jego objetość.
W lodzie owym uwięziony przez lód, oraz z zimna
pogrążony w hibernacji (tj. w rodzaj snu zimowego),
znajdował się ogromny serpent ponad 10
metrowej długości i grubości ludzkiego uda.
Serpent ten wyglądał jak owe gigantyczne
pływające węże "anakonda" z Ameryki
Południowej, albo jak ów wąż który w
Malezyjskiej dżungli zadusił i połykał
plantatora drzew gumowych - patrz
"Rys. #C1" ze strony
newzealand_pl.htm - o niezwykłościach i tajemicach Nowej Zelandii.
Mi stało się przykro że tak wspaniale
wyglądające stworzenie jest
uwięzione w lodzie i hibernuje niemal
bez oznak życia. Wiedziałem jednak
że wąż ten jest nadal żywy, tyle że uśpiony
zimnem. Miałem też dostęp do wody z
ciepłowni. Wylałem więc nieco gorącej
wody z ciepłowni na lód i z radością
śledziłem jak topienie się lodu stopniowo
uwalnia tego pięknego serpenta z okowów,
oraz jak pod wpływem ciepła wąż ten pomału
powraca do życia. Kiedy jednak serpent
ten zaczął się już poruszać oraz częściowo
stał się już wolny od lodu, wówczas tą swoją
częścią która była już oswobodzona rzucił
się na mnie z otwartą paszczą. Na szczęście
część jaka ciągle tkwiła w lodzie udaremniła
mu sukces tego ataku. W tym momencie
usłyszałem czyjś władczy głos - brzmiący
jakby głos samego Boga. Głos ten powiedział do mnie:
to
doświadczenie ma ci zademonstrować,
że przy uwalnianiu i ożywieniu "serpenta"
należy się kierować wiedzą i przezornością
a nie sentymentami - wszakże kiedy serpenta
raz się uwolni i przywróci do życia, wówczas
zadusi on i pożre zarówno uwalniającego,
jak i wielu innych niewinnych ludzi.
Po usłyszeniu owego władczego głosu
i wypowiadanej przez niego przestrogi-nakazu
nagle się obudziłem. Od owego czasu
ciągle teraz zachodzę w głowę, co
dokładnie ów władczy głos mi nakazywał
uczynić, przed czym mnie ostrzegał,
oraz co lub kogo symbolizuje ów "serpent"
którego nierozważnie niemal wówczas uwolniłem
i przywróciłem do życia - na szczęście w
porę zostałem ostrzeżony.
Dopiero w styczniu 2008 roku dotarło do mojej
świadomości, że jedną z inkarnacji owego
"serpenta" z mojego snu, może być właśnie
ów złowrogi posąg krzyżackiej Matki Boskiej
z Malborka o którym pisałem w poprzednich
punktach #C1 do #C6. W owym bowiem
czasie dowiedziałem się, że jacyś Polacy
z Malborka założyli fundację "Mater Dei" która
stawia sobie cel jaki nosi potencjał aby sprowadzić
wiele zła na Polskę i na całą Europę - jeśli
zostanie zrealizowany w nieodpowiedzialny sposób.
Na przekór złowrogiej i anty-polskiej przepowiedni
przywiązanej do krzyżackiego posągu z Malborka,
która to przepowiednia już raz udowodniła
że się wypełnia, Polacy z owej fundacji
ponownie odrestaurowują ów złowrogi
posąg pokrzyżacki o proroczych mocach.
Owa fundacja nazywa siebie "Mater Dei",
zaś jej strona internetowa ma adres
www.materdei.org.pl.
Swoje zamiary odrestaurowania złowrogiego
dla Polaków krzyżackiego posągu Matki Boskiej z Malborka,
fundacja ta zaprezentowała na stronie internetowej o adresie
www.materdei.org.pl.
Jeśli tej polskiej fundacji uda się zrealizować ów zamiar
z odrestaurowaniem posągu krzyżackiej Matki Boskiej
z niszy kościoła malborskiego zamku, wówczas prorocza
moc owego posągu również zostanie ponownie przywrócona do życia.
To zaś oznacza, że nadprzyrodzonymi mocami
stworzone zostaną wtedy okoliczności w których
na wszystkich ziemiach nadzorowanychy przez
ów krzyżacki posąg ponownie zaniknie polska
mowa i polskie rządy, a przywrócony będzie tam
język niemiecki oraz niemieckie rządy. Zgodnie
też z przestrogą zawartą w starej przepowiedni,
język ten i rządy ponownie będą tam panowały
przez aż tak długo, jak długo ów krzyżacki posąg
będzie stał na swoim poprzednim miejscu.
Kiedy dowiedziałem się o planach owej polskiej
fundacji z Malborka wpadłem w panikę. Wszakże
naukowo badam nadprzyrodzone moce. Wiem
więc doskonale że z mocami tymi nie wolno igrać
ani ich lekceważyć. Wielokrotnie miałem przecież
okazję naocznie zaobserwować jak nadprzyrodzone
moce działają w praktyce. Doskonale znam też
efekty działania chińskiego
feng shui
(opisywanego poniżej w punkcie #H1), które jest
namacalną ilustracją jak odpowiednie wykorzystanie
symboli i nadprzyrodzonych mocy wpływa na
losy życiowe ludzi. Wszakże jak to wyjaśniłem
w punkcie #C1 strony internetowej
newzealand_visit_pl.htm,
a także w punkcie #D2 strony
pigs_pl.htm,
działanie "feng shui" jest oparte m.in. właśnie
na wykorzystaniu mocy wykonawczej zawartej
w symbolach. Jestem więc pewny, że narody
które znają działanie "feng shui", np. Chińczycy,
nigdy by NIE odbudowali złowrogiego posągu
krzyżackiej Madonny z Malborka której prorocze
moce w przeszłości już tyle razy dowiodły swoje
niszczycielskie działanie. W przeciwieństwie
do "Polaków mądrych dopiero po szkodzie",
takie narody wiedziałyby bowiem z góry że
odbudowanie tego posągu będzie w przyszłości
kosztowało Polskę i Polaków całe morze wylanych
łez i krwi. Ja osobiście nie mam też najmniejszej
wątpliwości, że jeśli krzyżacki posąg malborskiej
Madonny zostanie przez Polaków odrestaurowany
w jego dawnej konfiguracji, wówczas przywrócona
również będzie wroga dla Polaków nadprzyrodzona
moc dawnego proroctwa przywiązanego do tego
posągu. Dlatego po odrestaurowaniu owego
posągu, na wszystkich ziemiach które on nadzoruje,
czyli na całym obszarze dawnych Prus Wschodnich,
ponownie zaniknie wówczas język polski a
panować zacznie język niemiecki. Ponownie też
powrócą tam dawne czasy krzywdy ludzkiej i łez
wylewanych z powodu mocodawców tego posągu.
Ponownie też dzisiejszy balans sił w Europie ulegnie
zakłóceniu, zaś dzisiejszy pokój i rosnący dobrobyt
Europy ulegnie przerwaniu. Ponownie też aby pozbyć
się tego posągu, oraz aby przywrócić obecny stan
rzeczy do tego obszaru, konieczna zapewne będzie
aż kolejna wojna. To wszystko jest więc zbyt dużą
stawką do stracenia, aby podjęcie decyzji w sprawie
odrestaurowania tego proroczego posągu pozostawić
jedynie owym kilku aktywistom z polskiej fundacji
"Mater Dei", a w praktyce pozostawić ową decyzję
mrocznym mocom
które niewątpliwie będą manipulowały tą fundacją.
Aby więc ponownie nie stać się "Polakami mądrymi
dopiero po szkodzie", w tak ważnej sprawie powinno
być wymagane, aby na temat odrestaurowania tego
posągu wypowiedzieli się wszyscy ludzie których losy
posąg ów odmieni.
Dlatego ja uważam, że docyzję czy odrestaurować
ów krzyżacki posąg Matki Boskiej mają jedynie prawo
podjąć wyniki powszechnego plebiscytu rozpisanego
w tej sprawie. W plebistycie tym powinni się wypowiedzieć
wszyscy ludzie zamieszkujący byłe Prusy Wschodnie,
których losy zostaną dotknięte tym przepowiedniowym
posągiem krzyżackim.
Logika mi podpowiada, że bez względu na to
jak ja nie ostrzegałbym ludzi, wcześniej czy później
i tak się znajdzie ktoś nierozważny, kto będzie
próbował odrestaurować malborski posąg
krzyżackiej Madonny. Jedyna więc nadzieja,
że jako społeczeństwo tym razem wykażemy
"mądrość Polaka jeszcze przed szkodą" i tak rozwiążemy
problem tego posągu aby u wszystkich zainteresowanych
stron stworzyła się sytuacja "wygranej" (tj. sytuacja
zgodna ze starym polskim przysłowiem "aby i wilk
był syty i owca cała"). Jak zaś takie rozwiązanie
tego problemu powinno wyglądać, już obecnie
podpowiadają nam ustalenia
filozofii totalizmu,
Konceptu Dipolarnej Grawitacji,
oraz naszej wiedzy w zakresie zasad Chińskiego
feng shui.
Jeśli więc skonsultować problem malborskiego
posągu z tymi ustaleniami, wówczas dosyć
jednoznacznie nam one wskazują co w takiej
sytuacji powinno być uczynione. I tak
okazuje się że istnieją co najmniej dwa
korzystne rozwiązania problemu malborskiej
figury. Pierwszym i najbardziej rekomendowanym
z tych rozwiązań postulowanych przez totalizm
i feng shui jest, aby zamiast dawnego posągu
Matki Boskiej, w miejscu gdzie on niegdyś stał
ustawić duży ozdobny krzyż z figurą Jezusa.
Krzyż taki z jednej bowiem strony doskonale
by symbolizował losy ziem które ów Jezus
z krzyża by doglądał. Z drugiej zaś strony
Jezus przejął by na siebie lecznicze moce
dawnego posągu, nie przejmując jednak
na siebie przepowiedni przywiązanej do
tego posągu. Na dodatek, ustawienie krzyża
z Jezusem w miejscu dawnego posągu Matki
Boskiej symbolicznie odzwiercidlałoby nową
erę jaka nadeszła na tamte ziemie.
Niestety, jestem realistą i wiem doskonale
do jak przewrotnych działań zdolne są owe
mroczne moce
które z całą pewnością będą manipulowały
fundacją "Mater Dei". Wszakże z mocami
tymi walczę już od wielu lat. Wielokrotnie
też już demonstrowały mi swoje metody
działania - jako ich przykład patrz treść
totaliztycznej strony
memorial_pl.htm.
Dlatego zdaję sobie sprawę, że gdyby postulować
zbudowanie ozdobnego krzyża z Jezusem
w miejscu dawnej figury Matki Boskiej, wówczas agenci owych
mrocznych mocy
rozpętaliby hałaśliwą kampanię propagandową
naszpikowaną oskarżeniami o ciemnotę i przesądy,
o brak respektu do historycznej wierności, o
niedocenianie kulturalnej wartości zabytków,
o nacjonalizm i niezrozumienie dla ducha
zjednoczonej Europy, itd., itp. Dlatego znacznie
realistyczniejsza jest druga sugestia totalizmu
i feng shui jak rozwiązać sprawę owej figury bez
przywrócenia jej nadprzyrodzonych mocy dawnej przepowiedni.
Mianowicie, sugestia ta nakazuje aby zamiast
odrestaurowywać starą figurę, raczej na jej
miejscu zbudować nowo-zaprojektowaną
figurę o aktualnej dzisiaj symbolice i pozycji.
W owym nowym projekcie figury, Matka
Boska ujęta byłaby ustawiona bokiem,
zwrócona w kierunku północy, stojąc
pod krzyżem którego fragment byłby
widoczny przy obrzeżu wnęki. Twarz Matki
Boskiej byłaby też skierowana ku górze
(dokładnie na gwiazdę północną), do
Jezusa wiszącego na owym krzyżu z
obrzeża wnęki. Przy takim zaprojektowaniu
nowej figury, wnęka kościoła w Malborku
otrzymałaby przynależną jej figurę Matki
Boskiej. Historia by więc się dopełniła.
Jednak owa nowa Matka Boska nie przejęłaby
już na siebie anty-polskich mocy dawnej
przepowiedni, ponieważ scena przez nią symbolizowana
nie byłaby odpowiednia dla przepowiedniowej
sytuacji. Wszakże nowa Matka Boska patrzyłaby
w górę - a nie na ziemie jakie nadzorowała
stara figura. Ponadto nowa Matka Boska
symbolizowałaby żal i pokutę, a nie ekspansję
i rządy. Byłaby więc wysoce na miejscu
w sytuacji dzisiejszego świata. W końcu
projekt nowej Martki Boskiej wywodziłby
się z serc i umysłów Polaków, stąd ona sama
byłaby do Polaków nastawiona przychylnie
(chyba że nowy posąg zostałby "nawiedzony"
anty-polskim duchem dawnego posągu - jednak
wówczas takie "nawiedzenie" łatwo mogłoby
zostać odczynione).
Aby podsumować
tutaj powyższe wyjaśnienia, ani ja ani nikt kto działał
będzie w moim imieniu czy w imieniu
totalizmu
NIE jest przeciwny umieszczeniu we wnęce koscioła
zamkowego w Malborku jakiejś figury religijnej
której symbolika i konfiguracja byłaby odpowiednia
do dzisiejszej sytuacji ziem na jakich zamek ten stoi.
Mogłaby to nawet być figura Matki Boskiej pod warunkiem
jednak że zostałaby ona przeprojektowana dla okoliczności
dzisiejszych czasów, tak że jej twarz zwrócona byłaby
w kierunku Jezusa na krzyżu (i w kierunku gwiazdy
północnej), zaś symbolika jej postawy wyrażałaby
żal i skruchę. Jednak zarówno ja jak i wszyscy ci
którzy akceptują ustalenia wynikające z
Konceptu Dipolarnej Grawitacji
mają moralny obowiązek aby aktywnie przeciwstawiać
się odrestaurowaniu w owej wnęce wrogiej Polakom
krzyżackiej figury Matki Boskiej w jej oryginalnym
symboliźmie i ustawieniu. Agresywna bowiem
postawa i symbolika tej figury przywróciłaby do
życia nadprzyrodzone moce jakie wyrażone są
starą przepowiednią z figurą tą związaną. Z kolei
działanie owych mocy z czasem zniszczyłoby
dzisiejszy pokojowy balans ziem jakie figura ta
nadzorowałaby, a w rezultacie zniszczyłoby także
pokój i dobrobyt całej Europy.
W związku z powstaniem sytuacji opisanej powyżej,
mam apel do czytelników niniejszej informacji.
Mianowicie, jeśli w mocy czytającego stoi możliwość
wpływu na tych nierozważnych Polaków co
igrają z mocami ponad ich zrozumienie i upierają
się aby przywrócić do życia "zamrożonego serpenta"
poprzez odrestaurowanie krzyżackiej Madonny z
malborskiego zamku, aby czytający użył swoich
wpływów. Nie wolno bowiem odrestaurowywać
tak proroczego posągu bez przeprowadzenia
powszechnego plebiscytu wśród ludzi których
losy zostaną dotknięte nadprzyrodzonymi mocami
tego posągu. Jeśli zaś ów plebiscyt potwierdzi,
że w niszy malborskiego zamku należy jednak
ustawić posąg Matki Boskiej, wówczas nie wolno
go odrestaurowywać w jego dawnej krzyżackiej
postaci, a jakiś znany polski artysta powinien go
przeprojektować od nowa tak aby odebrać mu
zdolność niszczycielskiego wpływu na losy ludzi
mieszkających w obszarze jego wpływu oraz
nadać symbolizmu odpowiedniego
do obecnej sytuacji ziem na których on stoi.
Wszakże jeśli posąg ten faktycznie zostanie
odrestaurowany w swojej dawnej postaci, wówczas
polska mowa zaniknie na obszarach na które
będzie on patrzył, zaś obecny pokojowy balans
Europy nagle będzie zakłócony. Konieczna
więc zapewne byłaby aż kolejna, trzecia wojna
światowa, aby ponownie zamrozić owego serpenta
i aby przywrócić balans i pokój jaki na owym
obszarze istnieje obecnie.
Powinienem tutaj dodać, że powyższe opisy
przygotowałem w połowie stycznia 2008 roku,
wkrótce po tym jak fundacja "Mater Dei" została
założona przez Polaków i rozpoczęła energiczne
działania nad restoracją krzyżackiej Madonny
z Malborka. Niestety, moje ostrzeżenia NIE zostały
wzięte pod uwagę i do dnia dzisiejszego posąg tej
Madonny jest odrestaurowywany w jej poprzedniej,
krzyżackiej symbolice. Jedyne więc co nam
teraz pozostało to nieuchronnie się przekonać
jakie będą tego długoterminowe konsekwencje.
Wszakże anty-Polska moc prastarej przepowiedni
zostaje już stopniowo przywracana i obecnie
bezszelestnie wznawia ona swoje działanie w
okolicach Malborka.
#C6.
W miarę postępu prac nad odrestaurowaniem Malborskiej Madonny,
jej anty-polskie działanie już obecnie narasta:
Dosyć szokująca sprawa jaka mnie osobiście
poruszyła, to że w miarę jak postępują prace
nad odrestaurowaniem Malborskiej Madonny,
jej anty-polskie działanie już obecnie szybko
narastają. Przykładowo, w lutym 2010 roku
moją uwagę zwróciły liczne wyroki sądowe
w Polsce, które m.in. nakazały Polakom
mieszkającym na ziemiach doglądanych
przez ową Madonnę, aby Ci zwracali swoje
domy i majątki uprzednim niemieckim
właścicielom. Przykład artykułu na ten
temat, w lutym 2010 roku dostępny
był w Internecie m.in. pod adresem
http://wiadomosci.onet.pl/1599650,720,1,kioskart.html.
Część #D:
Czym faktycznie jest ów posąg pokrzyżackiej Madonny:
#D1.
Odnotuj że Biblia wyraźnie zabrania oddawania religijnej czci posągom, obrazom, czy czemukolwiek innemu poza samym Bogiem:
Każda oficjalna religia posiada dwie składowe.
Pierwsza z nich zostaje dana ludziom bezpośrednio
przez Boga. W przypadku religii chrześcijańskiej
ta składowa dana ludziom przez Boga jest dokładnie
spisana zawartością
Biblii.
Natomiast w przypadku innych religii, sposób jej
podania ludziom został wyjaśniony w punkcie #D1 strony
newzealand_visit_pl.htm.
Drugą składową każdej religii są najróżniejsze
"dodatki" powprowadzane tam przez niedoskonałych
ludzi którzy zarządzają ową religią. W kościele
rzymsko-katolickim przykładami takich "dodatków"
powprowadzanych przez niedoskonałych ludzi
są tzw. "Kult Maryjny", czy odwoływanie się do
nadprzyrodzonych możliwości posągów, obrazów
i relikwii poszczególnych świętych.
Bóg wyraził w Biblii dosyć jednoznaczne zalecenie
na temat kultów i czczenia dowolnych posągów,
obrazów, relikwii, itp. W aż kilku miejscach Biblia
z naciskiem stwierdza wszakże - np. patrz "Księga Wyjścia"
20:3-5, cytuję: "Nie będziesz miał cudzych bogów
obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani
żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko,
ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego co jest
w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im
pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja
Pan, twój Bóg, jestem bogiem zazdrosnym,...".
Nigdzie też w Biblii NIE zostało wyraźnie stwierdzone,
że czyniony jest jakikolwiek wyjątek dla owej reguły.
Stąd ów "Kult Maryjny", a także modlenie się do posągów,
obrazów i relikwii świętych, tak upowszechnione
w kościele rzymsko-katolickim, faktycznie niczym
się nie różni od zakazywanego trescią Biblii
modlenia się do bałwanów, bożków, bożyszczów,
fetyszów, idoli, złotych cielców, itp. A trzeba też
pamiętać, że jeśli Biblia czegoś zakazuje, muszą
istnieć ku temu bardzo istotne powody i nie leży
w mocy ludzi uchylenie czy ignorowanie takich
zakazów.
W Biblii kładziony jest tak duży nacisk na
zakaz oddawania religijnej cześci komukolwiek
poza jedynym Bogiem, że aż w kilku jej miejscach
wyraźnie jest zaznaczone, że takie postępowanie
będzie karane. Przykładowo, Księga Wyjścia stwierdza
w wersecie 22:19, cytuję: "Ktokolwiek by składał
ofiary innym bogom (poza samym Panem), podlega
klątwie." Z kolei Księga Mądrości stwierdza
w wersecie 14:30, cytuję: "Ale przyjdzie na
nich kara słuszna za jedno i drugie, że źle myśleli
o Bogu, trzymając się bożków..."
Co nawet ważniejsze, owa ostrzegana kara
jest faktycznie serwowana w rzeczywistym życiu
i to z żelazną konsekwencją. Przykładowo, w
punkcie #D5 strony
sw_andrzej_bobola.htm
podsumowałem losy świętego Andrzeja Boboli - który
jest szeroko znany jako jeden z wiodących postaci
katolickiego "Kultu Maryi". Wszakże to właśnie
św. Andrzej Bobola spowodował że Matka Boska
została ślubowana "Królową Polski". Oczywiście,
gdyby ktokolwiek wydźwignął jakąś zwykłą kobietę
do honoru zostania Królową Polski, wówczas nawet
najmniej wdzięczna kobieta obsypałaby go dobrodziejstwami
i pozwoliła mu spędzić resztę życia w komforcie i
dobrobycie. Jakie więc dowody nadprzyrodzonej
wdzięczności otrzymał ów Andrzej Bobola za to
poszerzenie i utwierdzenie Kultu Maryi? Ano, został
publicznie odarty ze skóry i nagrodzony powolną
śmiercią męczennika.
Fot. #D1 (D2 w [10]): Jedno ze "świętych" drzew Malezji lokalnie
zwanych "Datuk". Tytuł "Datuk" w Malezji oznacza
mniej więcej to samo co staropolskie "Wasza Dostojność".
Oprócz więc wysokich dostojników państwowych, tytułem
tym obdarzane są tam też najróżniejsze obiekty, przykładowo
drzewa, kamienie, meteoryty, źródła wody, itp., o których
wiadomo że są zamieszkiwane przez jakąś miejscową istotę
duchową (np. duszka czy demona) o nadprzyrodzonych
mocach. Wyraźnie je się tam odróżnia od Boga. Owe "Datuk"
można poznać po maleńkiej czerwonej kapliczce w której
typowo zawarta jest miniaturowa figurynka owego "bożka zwanego
Datuk" który mieszka w danym obiekcie (tą brodatą figurynkę
widać na powyższym zdjęciu przed tylną ścianką kapliczki),
oraz do której wkładane są "dary" przeznaczone dla tego
bożka. Do obiektów tych czasami ludzie modlą się
tam podobnie jak katolicy modlą się do posągów Maryi
lub do świętych obrazów. Obiekty "Datuk" czynią też
"cuda", tak jak posągi Maryi czy święte obrazy w Europie.
(Kliknij na powyższe zdjęcie aby zobaczyć je w powiększeniu.)
W obiektach "Datuk" zamieszkują indywidualne
duchy czy demony, które "przywłaszczyły" sobie
obszar leżący w pobliżu ich siedziby i które dają
poznać swoje istnienie w całej okolicy poprzez
najróżniejsze nadprzyrodzone akty jakie wywijają
miejscowym ludziom. Wiele z owych duchów ma
naturę zwierzęcą i są wysoce mściwe oraz złośliwe.
Dlatego bardziej aby je udobruchać niż aby im
oddać cześć, miejscowi ludzie składają im dary
w przypadkach kiedy ich dochód i źródło ich
utrzymania mogłoby być zagrożone złośliwością
miejscowego "Datuk", lub kiedy zamierzają coś uczynić
w czym wrogość takiego ducha czy demona byłaby im
w stanie przeszkodzić. Przykładowo, w Malezji nie prowadzi
się żadnej budowy, bez nieustannego obdarowywania
i celebrowania miejscowego "Datuk" do którego należy
obszar na jakim budowa ta się odbywa. (Całe pokolenia
budowniczych już się tam empirycznie przekonały, że bez udobruchania
miejscowego "Datuk", na budowie typowo mają miejsca
nieustanne wypadki, sprzęt nawala, popełniane są kosztowne
pomyłki, pogoda przestaje sprzyjać, zaś budowa czasami
jest nawet przerywana z braku funduszy zanim zdoła
zostać ukończona.) W rezultacie, podobnie jak w
krajach katolickich wszędzie widać figury Maryi,
w Malezji wszędzie rzucają się w oczy owe małe
czerwone kapliczki lokalnych bożków "Datuk".
(Powyższe zdjęcie jest też pokazane
i omawiane jako zdjęcie "Fot. #G9" na stronie
ufo_pl.htm.)
Podczas mojej profesury w Malezji (od
1993 do 1998 roku) dosyć głośno było
tam o drzewie "Datuk" z okolic Ipoh,
jakie to drzewo stanowiło przedmiot kultu
lokalnego plemienia, jednak jakie stanęło
na drodze nowo-budowanej autostrady.
Każdy robotnik który zbliżył się do
owego drzewa z piłą motorową, padał
na ziemię zalany krwią - tak jakby
owo drzewo czyniło ludziom dokładnie
to co oni jemu chcieli uczynić. Dopiero
kiedy lokalni "Bomoh" dokonali ceremonialnego
przeniesienia ducha który zamieszkiwał
owo drzewo do zupełnie innego drzewa,
drzewo owo mogło zostać wycięte.
Warto tutaj dodać, że w czasach pogańskich
Słowianie modlili się do "świętych dębów" w których
zamieszkiwał pogański bóg Piorun. Z czasem
więc moce owych świętych dębów stawały się
podobne do mocy drzew Datuk w Malezji.
Jeden z takich Słowiańskich świętych dębów,
aż do około 1990 roku stał nieopodal wioski
Wszewilki.
Jest on opisany na stronie internetowej owej wioski.
#D2.
"Nadprzyrodzone" wcale NIE musi wywodzić się od Boga,
zaś "nadprzyrodzone akty" istot mniej doskonałych od Boga
mogą wyrządzić więcej zła niż dobra:
Motto:
"Buszmeni z dżungli którzy nigdy nie byli w mieście ani nie widzieli np. elektryczności,
wcale nie są ani filozoficznie bardziej ograniczeni ani nie mają mniejszej wiedzy o
wszechświecie i życiu niż np. naukowcy którzy całe swe życie spędzili na fotelach z poręczami
przed ekranami komputerów i nigdy nie byli w dżungli ani nie widzieli np. magii."
Wszyscy doskonale wiemy, że NIE wszystko
co "nadprzyrodzone" wywodzi się od Boga.
Wszakże przykładowo w wielu krajach świata,
szczególnie z obszarów tropiku, do dzisiaj
praktykowana jest "czarna magia" czy
"voodoo", jakich źródłem są odpowiednio
wytrenowani "szamani" i "bomoh". Wiadomo
też że wiele obiektów martwych, jakie stały
się obiektem modlitw miejscowych ludzi, z
upływem czasu nabiera "nadprzyrodzonych
mocy" będąc zdolnymi do działań jakie
zaprzeczają znanym prawom fizyki. Ich
przykłady obejmują drzewa i kamienie
zwane "Datuk" z Malezji (patrz ich przykład
na "Fot. #D1"), słupy totemowe z Borneo
(patrz ich przykłady na "Fot. #D2" poniżej),
drewniani "strażnicy" z wiosek Korei (patrz
ich przykłady na "Fot. #D3" poniżej), kamień
z Atiamuri w Nowej Zelandii (patrz jego zdjęcie
na "Fot. #D1" ze strony
newzealand_pl.htm),
święty dąb i "anielski kamień" ze Św. Anny
koło Milicza (opisany w podpisie pod "Fot. #C1a"
z tej strony, zaś pokazany na stronie o mieście
Miliczu),
oraz cały szereg innych obiektów.
Źródłem owych nadprzyrodzonych mocy i zdolności
kinetycznych obiektów martwych jest szczególny
rodzaj inteligentnej energii którą
filozofia totalizmu
nazywa "energią moralną". (Ta sama inteligentna
energia jest wykorzytywana np. przez praktykujących
"kung-fu" do uzyskiwania efektów kinetycznych
jakie zaprzeczają znanym prawom fizyki - oni
nazywają ją energią "chi".) Ową "energię moralną"
ludzie przekazują do obiektów martwych podczas
wszelkich działań indukujących wysoki poziom uczyć -
np. podczas modlitw. Potem zaś dowolny "duch"
jaki rezyduje w owych obiektach martwych,
może tą energię wykorzystać do zrealizowania
zamierzonych działań kinetycznych. To właśnie
z powodu owego uczuciowego przekazywania
energii moralnej do obiektów martwych, przykładowo
średniowieczne topory katowskie musiały być
zakopywane kiedy liczba ściętych nimi głów
ludzkich zbliżała się do tysiąca. Do owego czasu
tak bowiem nasiąkały one ową "energią moralną",
że były w stanie same dokonywać ścięcia głowy,
np. odrąbując głowę kata który je posiadał. (Więcej
informacji o tradycji zakopywania średniowiecznych
toporów katowskich kiedy ścięły one 1000 głów,
zawarte jest w podrozdziałach JA2.4 oraz I7 (patrz
tam punkt #5I7) z
monografii [1/5].)
To też właśnie z powodu tej samej energii zakumulowanej
w starych broniach, czasami można usłyszeć o brutalnej
śmierci jakiej ofiarą w wysoce tajemniczych okolicznościach
pada któryś z kolekcjonerów starych broni.
Podobnie też jak w krajach tropikalnych owe
modlitwy ludzi nadają nadprzyrodzonych mocy
miejscowym drzewom, kamieniom, słupom
totemowym, fetyszom, idolom, itp., również
modlitwy katolików do posągów Matki Boskiej,
do świętych obrazów, oraz do relikwii, też i
tym obiektom nadają nadprzyrodzonych mocy.
Mocą tą potem są w stanie rozporządzać owe
istoty duchowe jakie zasiedlą się w danych
obiektach. Problem więc jaki potem się ujawnia,
to że owe nadprzyrodzone moce nabyte przez
takie przedmioty, mogą być nadużyte przez
istoty duchowe które zamieszkają w owych
przedmiotach - często na szkodę i na zgubę
ludzi które istotom tym jakoś podpadli.
Fot. #D2: Słupy totemowe z tropikalnej
wyspy Borneo. Typowo maja one dziuple w
swoim środku, zaś w dawnych czasach w
dziuplach tych składowano nieboszczyków.
Miejscowi modlą się do nich nadal do dzisiaj.
Słupy te wykazują nadprzyrodzone zdolności -
typowo szkodząc tym ludziom jacy im jakoś
podpadną. Przykładowo, ja poznałem słup
totemowy szczepu Bidayuh z Borneo, który
NIE lubił być fotografowanym. Słup ten niemal
uśmiercił niemieckiego turystę, który nie wierząc
ostrzeżeniom miejscowych ludzi ciągle
pstryknął mu zdjęcie - po więcej szczegółów
na jego temat patrz podrozdziały I5.7 z tomu
5 oraz JB3.2 z tomu 7
monografii [1/5].
(Kliknij na powyższe zdjęcie aby zobaczyć
je w powiększeniu.)
Ja widywałem podobne słupy totemowe podczas
swojej profesury na Borneo. Jednak wiedząc że
NIE lubią one być fotografowane, nigdy NIE odważyłem
się wykonać im zdjęcia. Powyższe zdjęcie wykonałem
więc w muzeum w Kuala Lumpur, gdzie dwa takie słupy
przywiezione z Borneo wystawione są do oglądania.
Jako eksponaty muzealne te dwa słupy nawykły
już widać do bycia fotografowanymi i nie czynią
szkody tym którzy pstrykną im zdjęcie.
#D3.
Najwyraźniej istnieje takie coś jak "mściwy" i "zły" posąg Maryi,
zaś wrogi Polakom pokrzyżacki posąg w Malborku jest na to
doskonałym dowodem:
Jeśli coś jest dla nas dokonywane przez
samego Boga, wówczas w swoim działaniu
Bóg bierze pod uwagę generalny plan jaki
ma dla danej osoby i dla jej roli w całym
wszechświecie, dobro tej osoby, jej rozwój
duchowy, byt fizyczny, itp. Chociaż więc, podobnie
jak mądry ojciec czy dobry dentysta, Bóg
czasami dla naszego własnego dobra zmuszony
jest zaserwować nam odrobinę bólu, wszystko
co otrzymujemy od Boga generalnie służy
naszemu dobru. Jeśli jednak coś jest dla
nas dokonywane przez obiekty (np. posągi,
obrazy, relikwie, itp.) jakie w wyniku naszych
modlitw nabyły nadprzyrodzonych mocy,
wówczas jest to już pozbawione dalekowzroczności
i wizji Boga. Nawet więc gdyby chwilowo
wygladało to jak "dobro", z czasem może
okazać się "złem". Na dodatek, owe istoty
duchowe jakie są dysponentami nadprzyrodzonych
mocy takich obiektów, typowo są równie
niedoskonałe jak wszelkie istoty. Zwykle
więc głównie mają one na celu wspieranie
swoich własnych interesów. "Dobro" jakie
więc czynią, typowo posiada ukryty cel i
faktycznie służy bardziej im niż temu komu
zostało wyrządzone.
Jeśli przeanalizować rodzaje działań jakie
realizowane są przez opisane powyżej i
wszystkim znane obiekty o nadprzyrodzonych
mocach, gro tych działań okazuje się odmianami
zła. Przykładowo, kamienie i drzewa "Datuk" w
Malezji wcale NIE otrzymują ofiar i modlitw ponieważ
pomagają ludziom, a dlatego że szkodzą i przeszkadzają.
Ludzie swymi darami i modlitwami starają się jakoś
udobruchać ich złą naturę. Podobnie jest ze
słupami totemowymi z Borneo, "strażnikami"
wsi z Korei, czy kamieniem z Atiamuri który
notorycznie uśmierca ludzi (stąd otrzymuje
ofiary i modlitwy od maoryskich kierowców
aby nie nastawał na ich życie).
Katolicy z wielu krajów świata modlą się do posągów,
obrazów, kamieni, źródeł wody, itp., ponieważ
fama głosi że obiekty te są zdolne do cudownego
uzdrawiania. Nikt jednak NIE dokonuje badań
procentu tych co wracają z takich sesji modlitewnych
zdrowsi, oraz procentu tych którzy wracają bardziej
chorzy. Wszakże posągu, obrazu, czy innego
obiektu słynnego z cudownych uzdrowień nikt
NIE posądza, że może sprowadzić na niego
chrobę zamiast zdrowia. Czy jednak jest to prawdą?
Czy jeśli jakiś obiekt ma zdolność do uzdrawiania,
to oznacza, że NIE ma on zdolności do zadawania
choroby. Jeśli zaś może zadawać chorobę, a jest
niedoskonałą istotą duchową, co ma ją wstrzymywać
przez zadaniem choroby choćby dla zwykłej zabawy
czy rozrywki tym z odwiedzających je ludzi których
z jakichś powodów albo nie lubi albo którzy jej jakoś
podpadną.
Złowroga pokrzyżacka Madonna z zamku w Malborku
udowodniła już w praktyce swoją małostkowość
i nienawiść do Polaków. Jak się okazuje, jest
ona zdolna nawet do większych paskudztw.
Przykładowo, jak się o tym przykro przekonałem
na własnej skórze, jest ona w stanie złośliwie
sprowadzać paskudną chorobę na tego kto jej
podpadnie. Jeśli zaś figura z Malborka jest
zdolna do takich działań, jakąż mamy gwarencję
że także i inne "cudowne posągi"
NIE działają w podobny sposób.
Fot. #D3ab: Drewniani "strażnicy"
dawnych wsi Korei. Kiedyś każda wieś w
Korei miała takich swoich "strażników"
którzy wsią tą się "opiekowali". Specjalne
zabiegi magiczne wzmacniały moc tych
strażników i ich zdolność do identyfikowania
tych przybyszy którzy nosili się z zamiarem
skrzywdzenia kogoś we wsi. Stąd strażnicy
ci słynęli m.in. z tego że prześladowali
i płatali nadprzyrodzone figle wszystkim
przybyszom do danej wsi którzy mieli jakieś
niegodziwe zamiary. Niektóre wsie potrafiły
nadać swoim "strażnikom" aż takiej magicznej
mocy, że czasami owi strażnicy byli nawet w stanie
"wypędzić" ze wsi nadprzyrodzonymi mocami
każdego niegodziwca przybyłego aby kogoś
w niej skrzywdzić. Za ową "opiekę" nad wsią,
za chronienie ich mieszkańców przed "złem"
przynoszonym przez obcych przybyszów,
a także za prześladowanie przejezdnych
i przybyszów o złych zamiarach - tak aby
pozbyć się ich ze wsi zanim zdołają popełnić
cos złego, miejscowi mieszkańcy składali dary
tym strażnikom i do nich się modlili. (Kliknij na
wybrane zdjęcie aby zobaczyć je w powiększeniu).
(Lewe) Czterech takich strażników
pilnujących drogi wjazdowej do danej wsi.
(Prawe) Grupa podobnych strażników
rezydująca w środku wsi i pilnująca jej od wewnątrz.
Część #E:
Podstępne użycie swej zdolności do uzdrawiania
przez pokrzyżacki posąg Matki Boskiej z Malborka
w celu zamanipulowania swojej odbudowy:
#E1.
Jak posąg może sam siebie wydobyć z zapomnienia i nakazać własną odbudowę:
Co powinna uczynić sprytna figura w sytuacji
pokrzyżackiej figury z Malborka. Znaczy
taka która nadal posiada w sobie sporo
nadprzyrodzonych mocy, jednak która
od wielu lat fizycznie już nie istnieje i o
której niemal wszyscy zapomnieli. Ano,
powinna znaleźć sobie kogoś o kim wiadomo
że wydaje sporo publikacji na temat działania
nadprzyrodzonego (np. kto będzie znany z
prowadzenia całego szereg stron internetowych
na ten temat), poczym sprytnie zadać mu
jakąś przykrą chorobę aby następnie móc
spektakularnie z choroby tej go uleczyć.
Taki ktoś zaś z całą pewnością o owym
uleczeniu pochwali się w swoich publikacjach,
przypominając innym o istnieniu owej figury.
Potem zaś wystarczy, że figura ta zamanipuluje
kilkoma dalszymi wpływowymi ludzmi, aby
zostać odbudowaną. Co jednak taka figura
powinna uczynić, jeśli zdecydowanie NIE
lubi Polaków, zaś ów jedyny ktoś kto może
o niej przypomnieć innym jest właśnie Polakiem.
Ano wówczas zamiast faktycznie uleczyć
owego Polaka z uprzednio zadanej mu choroby,
wystarczy aby tak nim zamanipulowała że
on sam będzie sądził iż był jednak uleczony -
chociaż wcale uleczony nie został.
Tak się stało, że owym zamanipulowanym
Polakiem który sądził że był uleczony przez
pokrzyżacką figurę z Malborka stałem się ja.
Zajęło mi jednak wiele lat zanim w dniu 7 kwietnia
2010 roku uświadomiłem sobie że zostałem
jedynie sprytnie wykorzystany przez ową
figurę. Oto więc moja historia wyjaśniająca
jak sprytnym fortelem zostałem "wrobiony"
w dopomożenie aby owa złowroga figura
zaczęła być odbudowywana.
#E2.
Teatralne uzdrowienie (jednak bez faktycznego uzdrowienia) jakie mi
zwodniczo zademonstrował ów pokrzyżacki posąg Matki Boskiej z Malborka:
W trakcie trwania mojej kolejnej
wizyty w Malborku w maju 1995 roku,
doznałem silnej alergicznej irytacji
płuc. Kaszlałem więc niemal bez
przerwy. Na moje urodziny (25
maja 1995 roku) celebrowaliśmy
właśnie dzień urodzinowy, kiedy
dowiedziałem się o owych
cudownych uzdrowieniach jakie
kiedyś miały miejsce przed obliczem
owej figury. Czyli że gdyby owa
figura ciągle istniała, wówczas
mógłbym ją poprosić o uzdrowienie
swojej alergicznej irytacji płuc.
Chociaż owa idea była jedynie
rozmową przy stole podczas zwyczajnej
celebracji urodzin, pomyślałem
sobie że jest warta sprawdzenia,
ponieważ pokrywała się ona z
przedmiotem moich badań.
Wszakże jestem autorem naukowej
teorii wszystkiego
nazywanej
Konceptem Dipolarej Grawitacji,
jaka opisana jest m.in. w tomach 4 i
5 najnowszej monografii
[1/5]
referowanej na niniejszej stronie.
Zgodnie zaś z interpretacją czasu
wynikającą z owego Konceptu Dipolarnej
Grawitacji i wyjaśnioną skrótowo na
odrębnej stronie internetowej
timevehicle_pl.htm,
jeśli w jakimkolwiek czasie coś gdzieś
istniało, lub też dopiero zaistnieje
w dowolnym punkcie wszechświata,
wówczas to coś ciągle istnieje
tam i w chwili obecnej, zaś my możemy
przemieścić się do tego czegoś poprzez
podróż przez czas jaka daje się osiągnąć
na poziomie "przeciw-świata". Stąd
zdecydowałem, że natychmiast spróbuję
tej techniki i sprawdzę czy zostanę
uzdrowiony. Troje nas poszło do obszaru
przed ową byłą figurą krzyżackiej Matki Boskiej,
gdzie ja zamierzałem poprosić o cudowne
uzdrowienie. Muszę tutaj się przyznać,
że nie bardzo byłem w religijnym nastroju,
ponieważ byłem trochę podchmielony
(wszakże były to moje urodziny).
Jednak mój kaszel był tak nieznośny,
że ciągle zdecydowałem się poprosić
o owo cudowne uzdrowienie. Moi
współtowarzysze byli tak pewni niemożliwości
aby cudowne uzdrownienie faktycznie
miało miejsce, że nawet nie chcieli
zaczekać aż ja o nie poproszę, a
kontynuowali swój spacer, pozostawiając
mnie za sobą. (Kiedyś sądziłem że istnieje
jakiś rodzaj prawa, że cuda muszą
zawsze się przytrafiać kiedy nikt
nie patrzy. Obecnie jednak posądzam,
że po prostu istniał ważny powód aby
coś im telepatycznie nakazało kontynuację
ich spaceru.) Ja więc zwróciłem się
dokładnie do punktu w przestrzeni
w którym owa figura kiedyś zwykła
stać, oraz poprosiłem w swoich myślach
aby figura ta zademonstrowała
mi swoje moce leczące, oraz uzdrowiła
mój kaszel na czasokres pobytu w
Malborku. Kiedy tylko zakończyłem
myślowe wypowiadanie swojego życzenia,
dostrzegłem rodzaj promienia silnego
białego światła jakie biło z niemal
centrum wnęki w której owa figura
zwykła stać. Początkowo myśl przemknęła
przez mój umysł, że musi się tam
znajdować jakieś lusterko które
odbija ku mnie światło słońca.
Jednak natychmiast po tym uświadomiłem
sobie, że słońce właśnie jest położone
dokładnie po przeciwstawnej stronie
kościoła, zaś owa wnęka na figurę
jest ukryta w cieniu. Kiedy ów
silny promień światła uderzył
moje płuca, zacząłem odczuwać
rodzaj zimna i dreszczy. Czuło
się to jakby wzdłuż mojej tchawicy
i płuc topniała warstwa lodu.
To niezwykłe uczucie całkowicie
mnie zaszokowało. Całe przeżycie
trwało jedynie około 30 sekund.
Pobiegłem do moich współtowarzyszy
którzy kontynuowali spacer jedynie
jakieś 50 metrów ode mnie odwróceni
tyłem do figury, aby opowiedzieć
im o zdarzeniu, podczas gdy owo
zimno i dreszcze zaniknęły. Począwszy
od owego momentu czasu nie zakaszlałem
nawet jeden raz podczas reszty mojego
pobytu w Malborku. Później, kiedy
oglądałem stare fotografie owej
figury, uświadomiłem sobie że ów
promień silnego białego światła
jakie wówczas widziałem, buchnął
ku mnie z obszaru, gdzie na
oryginalnym posągu znajdowało
się owo symboliczne Święte Serce
Matki Boskiej.
Sprawa owego cudownego uzdrowienia
miała jednak dalszy ciąg. Ten jej dalszy
ciąg był nawet jeszcze bardziej nadprzyrodzony.
Nastąpił bowiem w kościele w Warszawie
który w Warszawie wcale nie istnieje - co
dokładniej wyjaśniam w punkcie #E3 poniżej,
a także w punkcie #D6.1 odrębnej strony
internetowej o
wehikułach czasu.
Mianowicie, jak tylko wsiadłem do pociągu
aby opuścić Malbork, zaś ów pociąg
przekroczył most na rzece Nogat, mój
gwałtowny kaszel nagle powrócił. Jednocześnie
w mojej głowie pojawiła się myśl, że w
sformułowaniu z jakim zwróciłem się do
owej figury, wcale nie prosiłem o trwałe
uzdrownienie, a jedynie o zademonstrowanie
mi jej mocy uzdrawiającej. W owym więc
czasie nawrót tego kaszlu zinterpretowałem
sobie że po prostu źle sformułowałem prośbę
o wyleczenie. Jednak w około 15 lat później,
tj. w dniu 7 kwietnia 2010 roku, nagle sobie
uświadomiłem że powodem nawrotu kaszlu
prawdopodobnie był fakt, że owa figura NIE
lubiła Polaków i wcale NIE chciała mnie
uzdrowić, a jedynie chciała abym ja uwierzył
że zostałem cudownie uzdrowiony. Dlatego
zamiast mnie uleczyć trwale, uleczyła mnie
tylko na czas pobytu w Malborku, zaś kiedy
opuszczałem Malbork zadała mi ponownie
ową chorobę. W ten sposób jedynie sprawiła
pozory uleczenia.
Aby zostać uzdrowionym na trwałe, zdecydowałem
się ponowić swoją prośbę o uleczenie. Ponieważ
jednak właśnie byłem w pociągu i opuszczałem
Malbork, zdecydowałem się że w następnym
miejscu swego pobytu pójdę do dowolnej innej
figury Matki Boskiej, oraz że poproszę ową inną
figurę aby albo sama mnie uleczyła, albo też aby
moją modlitwę przekierowała do owej figury z
Malborka. Mój następny postój wypadał w Warszawie.
Poszedłem więc do kościoła NMP położonego
tuż przy pałacu Prezydenta w Warszawie -
ponieważ kościół ten stał najbliżej
hotelu w którym wówczas się zatrzymałem.
Kiedy wszedłem do tego kościoła, jego drzwi
były otwarte chociaż wewnątrz nie było
nikogo - byłem więc w nim jedyną osobą.
W kościele tym poprosiłem figurę Matki
Boskiej jaką znalazłem stojącą tam tylko
kilka metrów na prawo od drzwi wejściowych,
aby udzieliła mi cudownego udrowienia,
tym razem trwałego, albo aby przekierowła
moją modlitwę do figury z Malborka. Tym
razem owo trwałe uzdrowienie zostało mi
wówczas udzielone (tj. z owego kościoła
wyszedłem już bez kaszlu). Tak nawiasem
mówiąc, to kiedy owo trwałe uzdrowienie
miało miejsce, nie zobaczyłem już ponownie
żadnego białego światła ani nie doznałem
żadnych sensacji. Po prostu nagle przestałem
odczuwać potrzebę kaszlu. Ten brak spektaklu
wówczas sobie tłumaczyłem, że moje pierwsze
uzdrowienie było takie spektakularne tylko
ponieważ ja prosiłem o zademonstrowanie
mi mocy uzdrawiających owej figury,
podczas gdy drugie uzdrowienie było
ciche i niepozorne, ponieważ ja prosiłem
o trwałe uzdrowienie kaszlu, a nie o
zademonstrowanie mi mocy uzrawiających.
Mechanizm za podobną do działania komputera
mocą uzdrawiającą dowolnego obiektu do którego
modli się wielu ludzi (w tym owej figury krzyżackiej
Madonny z Malborka), jest wyjaśniony dokładniej
w tomie 6 mojej monografii
[8] "Totalizm".
Jak moje badania na to wskazują, każdy przedmiot
czyichś modlitw może działać np. w uzdrawiający
sposób, ponieważ jego moc głównie wywodzi się
z inteligentnej tzw. "energii moralnej" przekazanej
do niego przez owe rzesze ludzi jacy się do niego
modlą. Z kolei owa
energia moralna
którą taki obiekt akumuluje w sobie, pozwala
aby dokonywał on (w sposób podobny do
naturalnego komputera) działań o jakie
ludzie go poproszą. (Oczywiście, taki obiekt
jest też w stanie dokonywać zupełnie odmiennych
działań jakie służą tylko jego własnym interesom -
np. bronić się przed zniszczeniem, czy spowodować
swoją odbudowę.) Właściwie to zachowuje
się on w sposób bardzo podobny do owych
drewnianych totemów pogańskich z Wyspy
Borneo, jakie pokazałem na "Fot. #D2" powyżej
zaś opisałem w podrozdziałach B3.3 i K5.7
z tomow 2 i 6 monografii [8], a jakie
także są zdolne do dokonywania podobnych
uzdrowień i nadprzyrodzonych efektów.
#E3.
Moje trwałe uzdrowienia w warszawskim kościele o którym potem się okazało że wcale w Warszawie nie istnieje:
Kiedy wszedłem do owego kościoła NMP
przy pałacu prezydenta w Warszawie,
drzwi kościoła były otwarte, chociaż
w kościele nie było nikogo. Po wejściu
do środka od razu zobaczyłem znajdującą
się tam sporą figurę Matki Boskiej do
której najpierw się skierowałem aby
pomodlić się o dwa trwałe uzdrowienia
(tj. o uzdrowienie z owego kaszlu, oraz
dodatkowo o usunięcie gangliona (cysta)
z przegubu mojej lewej dłoni). Po zakończeniu
modlitwy i złożeniu ofiary, rozglądnąłem
się po całym kościele. Wyglądał on wspaniale.
Najbardziej zaciekawiła mnie w nim
wspaniale wykonana i bogato udekorowana tzw.
konfesja.
Powodem dla jakiego ona mnie szczególnie
zainteresowała, było że jej wygląd imitował
bardzo dokładnie wygląd niezwykłego
urządzenia napędowego zwanego
komora oscylacyjna
które zawarte jest w pędniku głównym każdego
wehikułu UFO.
Konfesja w owym
kościele była nawet bardziej wspaniała
i bardziej podobna do pędnika UFO, niż
ta którą widziałem w Bazylice Św. Piotra
w Rzymie. Pechowo jednak, nie zabrałem
wówczas ze sobą aparatu fotograficznego.
Nie byłem więc w stanie jej sfotografować.
Ponieważ zaś już wkrótce potem odlatywałem
z Warszawy do Nowej Zelandii, postanowiłem
że kościół ten ponownie odwiedzę kiedy
będę w Polsce następnym razem, oraz
że wówczas upewnię się aby dokładnie
obfotografować ową konfesję. Jednak
kiedy w 2004 roku przybyłem ponownie
do Warszawy aby obfotografować ową
konfesję, okazało się że kościół NMP jaki
odwiedzałem koło pałacu prezydenta w 1995
roku już tam nie istnieje. Na jego miejscu
stoi teraz zupełnie inny kościół NMP. Kolejnym
więc cudem jaki miał miejsce w tamtym kościele,
było że modliłem się i zostałem uzdrowiony
w kościele który w obecnym przebiegu czasu
wcale nie istnieje ani istniał w tamtym miejscu.
Dlaczego i w jaki sposób jest możliwe
aby przebywać i modlić się w kościele
który wcale już nie istnieje w danym
miejscu, wyjaśniłem to dokładniej na
stronie internetowej o
wehikułach czasu.
W punkcie #D6.1 owej strony o wehikułach
czasu wyjaśniłem co właściwie zapewne
się zdarzyło z tamtym kościołem NMP
przy pałacu prezydenta w Warszawie.
Powodem zaś dla którego byłem jednak
w stanie dokładnie rozpracować
i przygotować to wyjaśnienie było,
że dobrotliwy Bóg pozwolił mi zobaczyć
na angielskim filmie dokumentarnym ten
sam kościół w którym się wówczas modliłem.
Jak potem wykazały moje poszukiwania,
kościół ten faktycznie istnieje, tyle
tylko że w miejscowości zwanej "Święta Lipka" -
czyli kilkaset kilometrów na północny-wschód
od Warszawy. (Ja sam nigdy w życiu osobiście
nie byłem w owej Świętej Lipce. Chciałbym
jednak kiedyś tam pojechać - być może przy
okazji mojej następnej wizyty w Polsce za
kilka lat.) Znaczy w 1995 roku modliłem się
w Warszawie i zostałem nawet uzdrowiony
w kościele który zlokalizowany jest setki
kilometrów od Warszawy. Nic dziwnego,
że wówczas w kościele tym nie odnotowałem
obecności żadnych innych ludzi.
Wyniki moich badań opisane teorią
naukową zwaną
Konceptem Dipolarnej Grawitacji
dosyć jednoznacznie definiują co należy
nazywać "cudem". Zgodnie z ową definicją,
"cud" jest to zdarzenie którego
przebieg definiowany jest przez mechanizmy
przeciw-świata i którego nie daje się
spowodować zadziałaniem wyłącznie praw
fizycznych obowiązujących tylko w naszym
świecie fizycznym.
Warto odnotować, że ta definicja "cudu"
wyjaśnia jaki jest jego mechanizm
i skąd się on bierze, a NIE z czyjej woli
czy zabiegów jest on relizowany. Wszakże
na przekór że absolutnie wszystko
co tylko dzieje się we wszechświecie
zawsze ma miejsce wyłącznie za zgodą,
życzeniem i wolą
Boga,
wcale NIE wszystko musi być zrealizowane
przez samego Boga. Dlatego jest oczywistym,
że jeśli jakikolwiek cud ma gdzieś miejsce,
wówczas wprawdzie jego przebieg i następstwa
musiały już uprzednio być zaaprobowane
przez Boga, jednak cud ten wcale NIE musiał
być urzeczywistniony przez Boga.
Zgodnie z powyższą definicją "cudu", w
chwili kiedy w 1995 roku przebywałem w
owym kościele NMP przy pałacu prezydenta
w Warszawie, miejsce miały tam aż trzy
cuda. O tym jednak, że cuda te faktycznie
miały tam miejsce, przekonałem się dopiero
w jakiś czas później. W chwili bowiem
kiedy byłem w owym kościele, nie byłem
świadomy że coś niezwykłego się ze mną
dzieje. Pierwsze dwa z tych trzech cudów
polegały na trwałym uzdrowieniu mojej alergii
płuc (jaką opisałem w poprzednim punkcie
#E2 tej strony) oraz mojego gangliona (ów
ganglion zniknął jednak dopiero w kilka tygodni
później). Trzecim zaś cudem było, że owa dwa
pierwsze cuda miały miejsce w kościele do
jakiego wszedłem w Warszawie, jednak
który dzisiaj wcale nie istnieje w Warszawie.
#E4.
Jak obecnie wyjaśniam sobie "dlaczego" w Warszawie doznałem
trwałego uzdrowienia w kościele który faktycznie istnieje w Świętej Lipce:
Od czasu kiedy podczas ponownej wizyty
w Warszawie w 2004 roku odkryłem, że
kościół NMP przy Pałacu Prezydenta wcale
NIE jest owym kościołem jaki tam odwiedziłem
w 1995 roku i w jakim doznałem trwałego
uzdrowienia, oczywiście zachodzę w głowę
"dlaczego" takie niezwyłe zdarzenie miało
wówczas miejsce. Muszę się też przyznać,
że aż do 7 kwietnia 2010 roku posądzałem,
że wszystko zostało dla mnie "zorganizowane"
aby zainspirować mnie do badań
podróży w czasie.
Jednak w efekcie choroby która na
mnie została zesłana w dniu 7 kwietnia 2010
roku - a którą opisałem w następnej części #F
tej strony, obecnie zaczynam wierzyć, że podmiana
kościoła była zapewne spowodowana aby mnie
trwale uzdrowić. Najwyraźniej dobry Bóg zdecydował
się naprawić krzywdę jaką mi wyrządził ów
krzyżacki posąg z Malborka. Ponieważ jednak
w Warszawie prawdopodobnie NIE było wówczas
kościoła który zawierałby figurę NMP zdolną do
dokonywania uzdrowień - która na dodatek byłaby
pozytywnie nastawiona do Polaków, kiedy wchodziłem
do tego właśnie kościoła NMP przy Pałacu Prezydenta,
Bóg po prostu podmienił kościoły. W rezultacie
wcale o tym nie wiedząc znalazłem się w kościele
odległym o setki kilometrów od Warszawy, w
którym jednak była figura jaka mogła mnie trwale
uzdrowić - naprawiając w ten sposób szkodę
i niesprawiedliwość zadaną mi przez ową
krzyżacką figurę z Malborka.
#E5.
Takie "niby uzdrowienie, jednak bez uzdrowienia"
nie zawiera w sobie zapowiedzi "dobra":
Fakt, że figura malborskiej Madonny niby
mnie uzdrowiła, chociaż faktycznie wcale
nie dając mi uzdrowienia, jest ogromnie
wymowny w świetle okoliczności w jakich
miał on miejsce. Z jednej strony potwierdza
on bowiem anty-Polskie inklinacje tej
pokrzyżackiej figury. Znaczy potwierdza
on że figura ta faktycznie NIE zamierza
uczynić nic dobrego dla Polaków. Jeśli więc
coś zmuszona jest uczynić, jak w tym wypadku,
czyni to tylko pozornie - aby wygladało to jak
uzdrowienie, jednak faktycznie aby uzdrowieniem
wcale NIE było. Z drugiej zaś strony potwierdza
to że owo spektakularne rzekome "uzdrownienie"
jakiego doznałem, było jedynie spektaklem
zaaranżowanym specjalnie dla mnie po to
abym o nim napisał na swoich stronach
internetowych, a w ten sposób abym uruchomił
bieg zdarzeń który spowoduje odbudowanie
tej złowrogiej figury.
Ja osobiście uważam że odbudowanie posągu
który już obecnie manifestuje tego rodzaju
zachowania, pownno być ostatnią rzeczą jaka
będzie miała miejsce na polskiej ziemi. Proszę
bowiem sobie wyobrazić co posąg ten będzie
wywijał kiedy faktycznie będzie odbudowany i
w pełni odzyska swoje nadprzyrodzone moce.
Część #F:
Mściwość posągu pokrzyżackiej Madonny z Malborka:
#F1.
Czy figury mogą być "mściwe":
Motto:
"Kto z kim przystaje takim się staje."
Jak wiemy z rzeczywistego życia, coś co
ma służyć szerzeniu dobra - przykładowo
kościoły czy organizacje dobroczynne,
może ukrywać za swoją fasadą kogoś kto
oddaje się praktykowaniu zła - np. złodzieja
czy deprawiciela młodzieży. Doskonałą
ilustracją tej tendencji, że "zło lubi się ukrywać
poza fasadą lub imitacją dobra", były źródła
kryzysu kościoła katolickiego z kwietnia 2010
roku, opisane w punkcie #F5 strony
przepowiednie.htm.
Jeśli więc uznamy że istnieje takie coś jak "zło"
czy "demoniczne moce", wówczas musimy
także zaakceptować że niektóre obiekty
o nadprzyrodzonych mocach albo
stają się fasadami za którymi zło to stara
się ukrywać, albo też poprzez nieustanne
obcowanie z owym złem aż tak nim nasiąknęły
że faktycznie nabierają one zestawu cech
do których zaliczamy m.in. "mściwość".
Posąg krzyżackiej Madonny z Malborka przez
wiele wieków "przystawał" z Krzyżakami. Zgodnie
więc ze staropolskim przysłowiem "kto z kim
przystaje takim się staje" nabrał on cech
typowych dla Krzyżaków.
#F2.
Mściwe dokonanie na mnie "odwrotności uzdrowienia"
przez posąg malborskiej Madonny, czyli napytanie mi
"nadprzyrodzonej choroby":
W dniu 7 kwietnia 2010 roku, dokonywałem
zmian zawartości na trzech witrynach o zamku
pokrzyżackim w Malborku, dla których to
witryn jestem tzw. "webmasterem" (tj. na witrynach:
malbork.20megsfree.com,
malbork.20fr.com, oraz
malbork.20fr.com).
Zmiany te sprowadzały się do zastąpienia uprzednich
głównie historycznych (tj. nastawionych na raportowanie
faktów, a stąd sformułowanych "neutralnie" pod względem
moralnym) stron wystawionych na owych witrynach,
przez poprzednią wersję niniejszej strony - która
nawet już wówczas zajmowała jednoznaczne
stanowisko wobec owej figury pokrzyżackiej Madonny.
Na przekrór że w owym czasie czułem się całkowicie
zdrowym, już w chwili kiedy podjąłem pracę w Cyber
Cafe nad zmianą zawartości tamtych witryn, niespodziewanie
zacząłem czuć się źle. Poczułem się że słabnę, zaś
w mojej piersi coś nagle zaczęło irytować mi płuca -
jakbym wdychał "tytoń do kichania", lub coś na co
jestem uczulony. Jednocześnie w mojej głowie
pojawiła się uparta myśl, że muszę wydeletować
stamtąd niniejszą stronę, bowiem w przeciwnym przypadku
stanę się bardzo chory. Po zakończeniu tamtej zmiany
stron na witrynach, ze sporą trudnością dowlokłem
się z Cyber Cafe do domu. W domu doznałem niemal
nieustannych ataków suchego, spazmatycznego kaszlu -
dokładnie takiego samego rodzaju jak ów kaszel którego
tymczasowe teatralne niby uzdrowienie opisałem w punkcie
#E2 powyżej tej strony. Wszystko to razem wzięte
sprawiło na mnie wrażenie, iż owo nagłe zapadnięcie
na chorobę jest rodzajem jakby "zemsty" zesłanej mi
przez krzyżacką figurę z Malborka.
Oczywiście, NIE istnieje możliwość aby naukowo
dało się udowodnić, że przewlekła choroba jaka
nagle zaczęła się u mnie w dniu 7 kwietnia 2010
roku, była "nadprzyrodzoną chorobą" zesłaną na
mnie w ramach "zemsty" przez krzyżacką figurę
z Malborka. Na ten właśnie fakt wskazują jednak
najróżniejsze przesłanki jakie wówczas mi się
ujawniły. Wszakże, w sumie odnotowałem wówczas
zaistnienie aż kilku niezależnych przesłanek,
każda z których klarownie zdaje się sugerować,
że owa gwałtowna choroba jaką wówczas nagle
zostałem potraktowany, w rzeczywistości stanowiła
rodzaj "zemsty" czyli "nadprzyrodzonej choroby"
jaką owa figura krzyżacka z Malborka na mnie
zesłała w ramach niezwykłej odmiany jakby
"cudownego uzdrowienia na odwyrtkę". Najważniejsze
z tych przesłanek obejmują: (1) zbiegnięcie się czasu
nadejścia tego kaszlu z moimi działaniami instalowania
strony jakiej celem było powstrzymywanie odbudowy
pokrzyżackiej figury z Malborka, (2) szybkość
nadeścia tej choroby - w normalnych chorobach
czas przejścia od poczucia bycia zdrowym do
poczucia bycia chorym wynosi zwykle kilka godzin,
tym zaś razem przejście to nastąpiło u mnie
w okresie około kilkunastu minut, (3) podobieństwo
owego kaszlu jaki wówczas mnie napadł do
kaszlu który kiedyś jakoby uzdrowiła u mnie
owa pokrzyżacka Madonna z Malborka (a który
prawdopodobnie tylko nieco wcześniej ta sama
figura mi zadała - aby później móc go spektakularnie
uzdrowić), (4) uparty nakaz jaki pojawił się
wtedy w mojej głowie, że muszę wydeletować
z internetu instalowaną wówczas wersję niniejszej
strony, bowiem w przeciwnym przypadku stanę
się bardzo chory, (5) dziwne uzupełnienie mojego
kaszlu całym szeregiem innych równoczesnych
dolegliwości które typowo z kaszlem są niezwiązane
(jak zmiana smaku czy lumbago) a które sprawiały
wrażenie że ktoś złośliwy celowo je narzuca aby
mi maksymalnie dokuczyć, (6) moje doświadczenie
tylko takich dolegliwości, co do których
Koncept Dipolarnej Grawitacji
stwierdza że daje się je zadać (przesłać) na dużą
odległość z pomocą możliwości telepatii lub telekinezy.
Szczerze mówiąc, jeśli rozważy się jakie jest prawdopodobieństwo,
że aż tyle zgodnych ze sobą przesłanek będzie
towarzyszyło dowolnej przypadkowej chorobie,
wówczas okazuje się że jest to niemal niemożliwością.
Stąd, moim zdaniem, istnieją racjonalne podstawy
aby jednak uznać, że ów "nadprzyrodzony kaszel"
faktycznie został mi wtedy zesłany przez figurę o
nadprzyrodzonych mocach której odbudowę
ja tak staram się powstrzymać m.in. tą stroną.
Muszę się przyznać, że poczułem wówczas iż
jestem w prawdziwych opałach. Badam wszakże
"nadprzyrodzone" i mam do niego ogromny
respekt - znaczy bardzo się go boję. Widziałem
też w życiu wiele bólu i cierpienia zadawanego
właśnie przez nadprzyrodzone. Ponadto nie
wiem jak leczyć "nadprzyrodzoną chorobę". Czy
iść z nią do lekarza - jak ze zwykłą chorobą, czy
też raczej udać się do księdza? Wszakże ponowne
zwrócenie się do owej figury krzyżackiej Madonny
z Malborka nie wchodziło w rachubę. Wszakże to
owa figura napytała mi tej biedy - a na dodatek wyraźnie
dała mi znać od kogo bieda ta się wywodzi. Zresztą
z góry było mi wiadomo że aż do czasu gdy usunąłbym
niniejszą stronę z internetu, moje zdrowie NIE uległoby
poprawie. Przez pierwszy tydzień leczyłem więc swój
"nadprzyrodzony kaszel" domowymi remedami - tj.
popijałem chiński syrop na kaszel zwany King
To "Nin Jiom Pei Pa Koa" (popularnie znany jako
"Mother and Son") oraz herbatkę z kwiatu lipowego,
objadałem się tabletkami "Echinacea" (o tych remedach
piszę szerzej w punkcie #E1 odrębnej strony
plague_pl.htm).
Jednak moje zdrowie systematycznie się pogarszało -
zamiast polepszać. Na dodatek, co kilka doni do kaszlu
zaczęła się dodawać jakaś kolejna dolegliwość która z
kaszlem nic zdawała się NIE mieć wspólnego, a która
sprawiałą wrażenie że została inteligentnie narzucona
aby dodatkowo uprzykrzyć mi życie. Przykładowo, już
po paru dniach moje poczucie smaku uległo drastycznej
zmianie, tak że nawet najbardziej ulubione potrawy stały
się trudne do przełknięcia. Potem do nieustannego
kaszlu i braku smaku dodały się silne bóle w dolnej
części kręgosłupa (w stylu "lumbago") zamieniając
w mękę każdy mój krok, a nawet zwykłe siedzenie.
W czwartek więc dnia 15 kwietnia 2010 roku poszedłem
do lekarza. Ten zgadnął (bez przeprowadzenia jakichkolwiek
testów) że mam wirusową infekcję krtani, oskrzeli
i płuc, przepisał tabletki "Codeine phosphate 15 mg"
blokujące kaszel, oraz zalecił dużo płynu i odpoczynku -
jako że przed wirusem organizm podobno sam musi się
wybronić. Na przekór wypełniania jego zaleceń, choroba
tylko się pogłębiała. Nadal kaszlałem też praktycznie bez
przerwy, wszystko smakowało okropnie, zaś kręgosłup
zamieniał w mękę każdy krok a nawet zwykłe siedzenie.
Osobiście też wierzę, że lekarz zupełnie błędnie zgadnął
naturę mojego kaszlu, twierdząc że jest on pochodzenia
wirusowego, podczas gdy moje obserwacje sugerowały
że jego natura była raczej pokrewna do silnego tzw.
"uczulenia" (alergii) - tj. wcale nie miałem żadnej
wirusowej ani bakteryjnej infekcji. (Odnotuj że "alergia"
jest rodzajem "informacji" albo "programu", a nie "obiektu" -
może więc być przesłana np. telepatycznie na dużą
odległość. Natomiast wirusy i bakterie są fizycznymi
obiektami które trudno jest przesłać np. telepatycznie.
Podobnie ból kręgosłupa (lumbago) daje się wywołać
na odległość poprzez zdalne telekinetyczne
przemieszczenie dysku w kręgosłupie.)
W kolejnych dniach tylko przybyło mi kilka dalszych
przykrych dolegliwości. Przykładowo, moja krtań
zaczęła silnie swędzieć. Chociaż nie był to ból, owo
swędzenie indukowało chęć aby ją podrapać -
co było niemożliwe ponieważ krtań swędziała
od wewnątrz. Potem podobnie swędzieć zaczęło
mi kilka zębów. Ponownie, chociaż nie był to
ból, ich swędzenie nasilało we mnie chęć by
wybrać się do dentysty i zęby te powyrywać.
Dalej już kiedyś zagojony pryszcz na udzie
nagle się odnowił i zamienił w bolesnego wrzoda.
Ponieważ kręgosłup mi doskwierał (lumbago) NIE
mogłem siedzieć normalnie opierając się o coś
plecami. Siadałem więc pochylony do przodu,
opierając się na rękach złożonych na własnych
udach. Kiedy więc coś zaindukowało mi na udzie
odnowienie się tego bolesnego wrzodu dokładnie
w miejscu gdzie opierałem swoje ręce, praktycznie
i owo siedzenie pochylonym do przodu stało
się bolesne. (Owe dolegliwości opisuję tutaj na wypadek
iż reprezentują one najważniejsze problemy zdrowotne
które dana figura może nadprzyrodzenie u kogoś
zaindukować na odległość z pomocą telepatii lub telekinezy.
Stąd jeśli zaczną one kiedyś trapić również innych
ludzi wówczas ci będą mogli je łatwiej rozpoznać.)
Wobec nieustannego pogarszania się mojego
zdrowia doszedłem do wniosku że jedyna nadzieja
na poprawę leży w
Bogu.
Wszakże nic we wszechświecie NIE dzieje się
bez powodu ani bez wiedzy i aprobaty Boga.
Jeśli więc dobrotliwy Bóg poddał mnie temu
przykremu doświadczeniu, musiał mieć na to
jakiś istotny powód. Po rozważeniu jaki to mógł
być powód, doszedłem do wniosku że Bóg zapewne
życzy sobie abym owo przykre doświadczenie
opisał - tak że inni ludzie będą mogli się z nim zapoznać.
Postanowiłem więc, że dla "zapracowania" sobie
na obronę i pomoc Boga powinienem opisać
wszystko co mi się przydarzyło na niniejszej
stronie. Począwszy więc od 17 kwietnia 2010
roku, trapiony nieustannym kaszlem, gorączką,
bólami kręgosłupa, itp., podjąłem opisywanie
na niniejszej stronie faktów uświadomionych
mi dopiero ową chorobą.
Na przekór też przykrego kaszlu, gorączki, bólu,
potrzeby częstych odpoczynków, poczuwania
się chorym i bezsilnym, stopniowo poszerzałem
i aktualizowałem niniejszą stronę o ten nowy
punkt widzenia. W międzyczasie moje zdrowie
jeszcze bardziej się pogorszyło, zaś 20 kwietnia
2010 roku zaczęły się nawet krwotoki z nosa.
Moje zdrowie nieprzerwanie się pogarszało
aż do 25 kwietnia 2010 roku - kiedy to zakończyłem
przeredagowywanie udoskonalonej wersji niniejszej
strony - tyle że czułem się wówczas zbyt słaby
i chory aby ją opublikować.
#F3.
Nadzieja na uzdrowienie?
W dniu 26 kwietnia 2010 roku opublikowałem
pierwszą wersję niniejszego wydania tej
strony. Nadal czułem się wtedy chory i
nieustannie trapił mnie ten "nadprzyrodzony
kaszel", krwotoki z nosa, ból kręgosłupa, itp.
Jednak moja choroba jakby przestała się pogarszać.
Mam więc nadzieję, że z chwilą gdy treść tej
najnowszej wersji niniejszej strony zacznie
być już dostępna w internecie, dobry Bóg
zacznie mnie chronić przed dalszymi
atakami tej krzyżackiej figury z Malborka,
oraz pozwoli abym stopniowo mógł odzyskać
zdrowie z tego paskudnego kaszlu i towarzyszących
mu dolegliwości.
Fot. #F3: Tropikalny owoc
w języku Malejów zwany "nangka",
zaś po angielku nazywany "jackfruit".
Kiedy w dniu 21 lipca 2010 roku, po
przybyciu do Malazji na wakacje,
ciągle gnębił mnie ów chroniczny
wówczas już kaszel - którego nadejście
opisałem w punkcie #F2 powyżej,
miejscowi znajomi poradzili mi że
na przewlekłe kaszle pomocny jest
właśnie ów miejscowy owoc "nangka"
("jackfruit"). Owoc ten opisałem
dokładniej w punkcie #H3 odrębnej
totaliztycznej strony o nazwie
fruit_pl.htm.
Aby wyleczył on przewlekły kaszel,
podobno trzeba go jeść na surowo
i świeży, zaraz po wyjęciu z kokona,
oraz bez uprzedniego mycia czy
zamrożenia. Oczywiście, ja zaraz
entuzjastycznie zabrałem się za
jedzenie tego owocu, a także wielu
innych tropikalnych owoców jakich
mocy leczniczych jestem świadomy -
np. wody z orzechów kokosowych
(też opisywanej na w/w stronie
fruit_pl.htm).
Po dalszych około 3-ch tygodniach
dosyć regularnego jedzenia owoców
"jackfruit" i równie regularnego zapijania
się wodą kokosową, mój przewlekły
kaszel zwolna ustąpił. W taki więc
sposób pozbyłem się tego paskudnego
kaszlu, jaki trapił mnie nieustannie
przez 4 miesiące, podcząwszy od
7 kwietnia 2010 roku aż do około 7
sierpnia 2010 roku. Oczywiście, nie
jestem pewien czy w owym ustąpieniu
kaszlu leczniczą rolę pełnił ów owoc
"nangka" ("jackfruit") - którego zjadałem
mnóstwo podczas owych wakacji, czy też
tropikalna pogoda Malezji w połączeniu
z leczniczym działaniem innych smacznych
owoców tropikalnych i wody kokosowej
jakie wówczas entuzjastycznie zażywałem.
Powyższe zdjęcie pokazuje stragan z owocami
"nangka" ("jackfruit"). U góry zdjęcia, po prawej,
pokazany jest cały kokon owocu "jackfruit". Kokon
ten jest około 50 cm długi i około 20 cm średnicy.
Poniżej widać opakowane i gotowe do jedzenia
na surowo, różowe owoce "nangka" ("jackfruit"),
wyjęte z takiego kokona. Są one mokre, ociekają
słodkawym sokiem, zaś osoby jakie je sprzedają
wyjmują je z kokona gołymi rękami. Dlatego typowo,
z powodów higienicznych, Europejczycy powinni
je umyć przed zjedzeniem. Jednak dla uleczenia
nimi kaszlu NIE wolno ich myć i trzeba je jeść
na świeżo natychmiast po wyjęciu z kokona.
Oczywiście, to oznacza określone ryzyko
zdrowolne. Ja miałem jednak szczęście i NIE
złapałem za ich pośrednictwem żadnej tropikalnej
biegunki. Zresztą nawet gdybym złapał, wiem jak
ją leczyć korzeniami "tapioka" lub krochmalem
tapiokowym, opisanymi w punkcie #B1 strony
healing_pl.htm.
Cena jednego pokazanego powyżej pakietu
takich owoców "nangka" ("jackfruit"), ważącego
około 300 gram, w 2010 roku wynosiła w Kuala
Lumpur 3 Malaysian Ringgit (kurs ringgit'a
malezyjskiego jest podobny jak kurs polskiego złotego).
#F4.
Jeśli wroga Polakom figura malborskiej Madonny mi napytała
choroby, z równą łatwością może zapewne napytać choroby
także każdemu innemu Polakowi:
Aby móc wywierać swój nadprzyrodzony
wpływ na czyjeś zdrowie, najróżniejsze idole
muszą najpierw poznać "adres" owej osoby -
czyli nawiązać z nią łączność.
Kiedy jednak raz już poznają one ów "adres",
wówczas osoba ta jest na ich łasce lub niełasce.
Dlatego moje doświadczenia z figurą krzyżackiej
Madonny z Malborka pownny stać się przestrogą
dla innych. Figura ta najwyraźniej bowiem ma
osobowość która jast daleka od "świętobliwości"
i "dobra", zaś bardzo bliska do "zła" i "mściwości"
mrocznego okresu średniowiecza z jakiego się wywodzi.
Jeśli potrafiła wykazać aż taką mściwość w moim
przypadku, prawdopodobnie postąpi też podobnie
w przypadku innych ludzi którzy nieopatrznie
oddadzą swoje zdrowie lub karierę jej mocy
i kaprysom. Wcale by więc mnie nie zdziwiło
gdybym kiedyś się dowiedział, że ci co nawiązali
kontakt z ową Madonną poprzez np. dotacje na
jej odbudowę, nagle poczuli się chorzy i poskręcani,
zaś ich choroba ustąpiła dopiero kiedy oddali na
nią ponownie swoje pieniądze i to jeszcze większą
niż poprzednio sumę.
#F5.
Jak to demonstruje nam krzyżacka Madonna z Malborka,
"nie wszystko święte co się kryje poza świętymi nazwami":
Motto:
"Jakże nie czuć współczucia wobec ludzi
którzy odmawiają otworzenia swych oczu."
Logika nam podpowiada, że wszystkie reprezentacje
jakiejś konkretnej osobowości powinny posiadać
i demonstrować ten sam zbiór cech owej osobowości.
Przykładowo, wszystkie reprezentacje Matki Boskiej
powinny posiadać osobowość i charakter faktycznej
i zawsze tej samej Matki Boskiej. Tymczasem życie
dowodzi czegoś zupełnie odwrotnego. W faktycznym
życiu bowiem, jeśli jakieś figury lub obrazy Matki
Boskiej faktycznie demonstrują własne osobowości,
np. poprzez nadprzyrodzone działania, wówczas dla
każdej z tych figur owe osobowości są odmienne.
Przykładowo, jeśli figura taka lub obraz dokonuje
uzdrowień, wówczas każda z nich uzdrawia na
odmienny sposób, inne choroby, wybiera odmienne
kategorie ludzi do uzdrowienia, ma swoje własne
preferencje, a nawet faworyzuje odmienny naród.
Dlatego przykładowo Matka Boska Częstochowska
lubi Polaków jednak zdrowo pogoniła Szwedów, zaś
krzyżacka Matka Boska z Malborka lubi Niemców
a prześladuje Słowian i Polaków. Z kolei Matka
Boska z Fatima w Portugalii ujawniła swą wrogość
wobec Rosjan.
Na dodatek do tego, każda figura lub obraz np.
Matki Boskiej ma inny wygląd i odmienne cechy
anatomiczne - chociaż większość z nich posiada
ową charakterystyczną trójkątną twarz UFOnautki
z rzucającą się w oczy, pośladkopodobną naroślą
na podbródku (pokazaną i omawianą na "Fot. #G2d"
poniżej). Niektóre z tych figur były nawet zaobserwowane
kiedy równocześnie z Matką Boską ukazał się widzom
srebrzysty wehikuł UFO - jako przykład patrz opisy
obserwacji UFO podczas objawienia w Fatima, Portugalia,
z 1917 roku, zaprezentowane w punkcie #G1.2 strony
antichrist_pl.htm
czy w podpisie pod "Rys. #D8" ze strony
day26_pl.htm.
Każda też figura lub obraz Matki Boskiej, jeśli już
dokonuje jakichś nadprzyrodzonych działań, wówczas
jej działania wykazują bardzo bliskie podobieństwa
do działań najróżniejszych pogańskich idoli, w
rodzaju drzew i kamieni "Datuk" z Malezji - pokazanych
i opisanych na "Fot. #D1" niniejszej strony, słupów
totemowych z Borneo - pokazanych i opisanych
na "Fot. #D2" niniejszej strony, koreańskich
"strażników wsi" - pokazanych i opisanych na
"Fot. #D3" niniejszej strony, czy uzdrawiającego
dębu i przywracającego płodność "anielskiego
kamienia" z Św. Anny koło Milicza w Polsce -
opisanych w podpisie pod "Fot. #C1a" niniejszej
strony.
Logika nakazuje, że jeśli ludzie nieustannie coś
konfrontują, wówczas powinno to być racjonalnie
badane - zamiast być negowane. Tymczasem wśród
wielu dzisiejszych zawodowych naukowców panuje
dewiza "jeśli coś przekracza moje horyzonty
wówczas twierdzę że to NIE istnieje".
Jedną zaś z przelicznych ofiar tej dewizy
jest właśnie nasza racjonalna wiedza o "nadprzyrodzonym".
Nie ma wszakże znaczenia, że równolegle do naukowców
mnożących cząsteczki elementarne, galaktyki i obywające
się bez Boga spekulacje o powstaniu wszechświata,
codzienne życie ludzi ciągle mnoży nasze konfrontacje
z następstwami "bezkrwawych operacji", "cudownych
uzdrowień", "czarnej magii", "zaklinania deszczu",
"samospalania się ciał", "nadawania niektórym
ludziom nadprzyrodzonej siły i zdolności do np.
podniesienia ciężaru ważącego wiele ton", "chodzenia po rozpalonych
węglach", "obserwacji duchów", "nadprzyrodzonych
widzeń i objawień", "cudownych przeniesień w czasie
lub w przestrzeni" (np. mojego cudownego przeniesienia
z Warszawy do Świętej Lipki opisanego w punkcie
#E3 tej strony), oraz innymi manifestacjami "nadprzyrodzonego".
Każdy zaś z tych nadprzyrodzonych zjawisk ukrywa
sobą cały ocean niepoznanej wiedzy. Przez zaś tak
długo, aż wiedzę tą zacznie się rzeczowo badać,
nasze konfrontacje z "nadprzyrodzonym" będą
miały podobne efekty jak owe bolesne demonstracje
przepełnionych ambicją naukowców którzy usiłują
udowodnić że "czysta fizyka" wystarcza aby wyjaśnić
chodzenie boso po rozpalonych węglach (które wygląda
tak naturalnie na uroczystościach niektórych wschodnich
religii, jednak okazuje się tak dewastujące w naukowych
eksperymentach).
Doskonałym przykładem że "nadprzyrodzone" należy
racjonalnie badać, są wyniki działań pokrzyżackiej
Madonny z Malborka opisane w punktach #C1 do
#F4 niniejszej strony. Jak bowiem się okazuje, owa
Madonna demonstruje działalność której wcale NIE
daje się opisać nazwą "świętobliwa" ani zakwalifikować
do kategorii "dobro". Wszakże, przykładowo,
prześladuje ona Słowian i Polaków oraz dopilnowuje
aby na doglądanych przez nią ziemiach panował
język niemiecki (po szczegóły patrz punkty #C1 do
#C5 niniejszej strony), nadprzyrodzenie wspomaga
wyroki polskich sądów jakie oddają domy i ziemie
polskich rodzin w posiadania poprzednich niemieckich
właścicieli (po szczegóły patrz punkt #C6 niniejszej
strony), czy wysyła mi chorobę na drugi koniec świata
tylko za odwagę przeciwstawienia się jej odbudowie
(po szczegóły patrz punkt #F2 niniejszej strony).
Jak owa więc Madonna nam demonstruje, wcale
NIE wolno zakładać że wszystko co "nadprzyrodzone"
jest czynione w imię "dobra", czy że "wszystko co
kryje się za świętobliwą nazwą faktycznie jest
świętobliwe". Są nam znane liczne przypadki
"nadprzyrodzonego", które wyraźnie działa
na szkodę ludzi. Akcje owej malborskiej Madonny
zaliczają się właśnie do owej kategorii.
Każdy z nas został jakoś zaprogramowany w młodości.
Wielu obstaje przy "praniu mózgu" jaki otrzymali
od ateistycznej edukacji i wogóle nie chce otworzyć
swoich oczu na manifestacje "nadprzyrodzonego".
Sporo zaś z tych co widzą, naiwnie posądza, że jeśli
za czymś stoi jakaś święta nazwa, wówczas musi
to być święte i dobre dla ludzi. Tymczasem rzeczywiste
życie demonstruje coś zupełnie innego. W rzeczywistym
życiu istnieją takie przykłady jak krzyżacka Madonna
z Malborka, która NIE lubi Słowian i Polaków i
która już wkrótce ma zostać odbudowana aby
ze zwielokrotnioną energią zaczać nam demonstrować
swe anty-Polskie moce. Będąc zaś zlokalizowaną
w środku Europy, ponownie szkodząc Polakom
faktycznie zaszkodzi wszystkim, zaś wzbudzając
niepokoje faktycznie sprowadzi nieszczęścia nawet
na głowy tych którym na swój średniowieczny sposób
stara się pomagać. Ja mam tylko nadzieję, że treść
punktów #C1 do #F4 niniejszej strony dopomoże aby
chociaż w przypadku tej krzyżackiej Madonny nie
powtórzyła się już ponownie owa stara polska sytuacja,
że "Polak mądry dopiero po szkodzie".
Część #G:
Związki pomiędzy zamkiem w Malborku a UFOnautami:
#G1.
Podziemna baza UFO pod zamkiem w Malborku:
Aby efektywnie ukrywać się
przed ludźmi, a jednoczesnie aby
ułatwić sobie uprowadzanie ludzi
na pokłady UFO gdzie ludzie rabowani są
ze spermy i owule, UFOnauci opracowali
na Ziemi unikalny system podziemnych
komór i tuneli, jakie spełniają zadanie
sekretnych baz dla ukrywania ich
wehikułów. Powody dla jakich UFOnauci
starannie ukrywają przed ludźmi swoją
działalność na Ziemi, opisane zostały
dokladnie na całym szeregu witryn
internetowych totalizmu, przykładowo
na witrynach
evil_pl.htm.
nirvana_pl.htm,
military_magnocraft_pl.htm,
timevehicle_pl.htm;
a także w podrozdziale OC1 (z tomu 13)
mojej monografii [1/5] Zaawansowane
urządzenia magnetyczne, oraz w
podrozdziale E1 (z tomu 4) monografii
[8] Totalizm. (Obie te monografie
dostępne są gratiosowo za pośrednictwem
niniejszej strony internetowej.)
Wehikuły UFOnautów zawieszone w owych
podziemnych komorach mogą potem służyć
jako centrale uprowadzeniowe do których
okoliczni indywidualni ludzie są
systematycznie uprowadzani. Nikt
z ludzi nie jest przy tym w stanie
zobaczyć, że właśnie tam ukrywają
się wehikuły UFO, ani zaobserwować
ich przewrotnej działalności
rabunkowej na Ziemi. Ulubione
obszary, gdzie UFOnauci utrzymują
takie podziemne bazy i komory, to
wnętrza stojących samotnie gór i
wzniesień terenu, jakie dominują
nad otaczającym obszarem w pobliżu
osiedli ludzkich. Kiedyś do owych
podziemnych komór wiodły szkliste
tunele zaczynające się otwarcie na
powierzchni ziemi. UFOnauci ich nie
ukrywali, bowiem okoliczna ludność
wiedziała że tunele te zamieszkiwane
są przez "diabły" albo "dżyny" i
bała się w nie zapuszczać.
Jednak począwszy od początka XX wieku
UFOnauci poukrywali wejścia do tych
tuneli - tak aby dzisiejsi ludzie
którzy nie wierzą w istnienie diabłów,
nie byli już w stanie odnaleźć ich podziemnych
baz. Zdjęcie jednego z nielicznych
takich tuneli jakie ciągle pozostaje
nieukryte nawet do dzisiaj pokazane
jest jako "Fot. #G2e" poniżej. Jednak
nawet i w tym tunelu już na głębokości
około 10 metrów od jego wejścia wehikuł
UFO wytopił skałę aby uformować rodzaj
muru zaporowego jaki blokuje dalszą część
tego tunelu. W Polsce zidentyfikowanych
zostało aż kilka takich podziemnych
baz UFO. Niektóre z nich obejmują
Sobótkę, Łysą Górę, Babią Górę,
a także podziemia wzniesienia
zwanego "Wzgórze Partyzantów" z
centrum miasta
Wrocławia,
oraz podziemia zamku w
Malborku.
Więcej informacji na ich temat zawartych
jest w moim polskim traktacie
[4c]
o tytule "Tunele NOL spod Babiej Góry",
dostępnym nieodpłatnie z aż kilku
stron wyszczegolnionych w "Menu 4"
z lewego marginesu tej strony.
Ostatnio coraz więcej materiału dowodowego
potwierdza poprzednie ustalenia, że taka
właśnie podziemna baza UFO znajduje się
także pod zamkiem w Malborku. Zamek ten
spełnia wszakże wszelkie warunki nakładane
na owe sekretne bazy UFO, ponieważ jest
on zlokalizowany na niewielkim wzniesieniu
jakie dominuje nad okolicą. Ponadto jest
on starym ośrodkiem cywilizacyjnym.
Owe ustalenia zostają dodatkowo potwierdzone
licznymi obserwacjami szybko przelatujących
UFOnautów dokonywanymi w samym zamku
z Malborka. Zwykle tacy szybko przelatujacy
UFOnauci odnotowywani są jako rozbłyski
białego lub kolorowego światła (niektórzy
obserwatorzy porównują je do ogromnych
iskier elektrycznych, lub do piorunów
kulistych) jakie przebiegają albo ku
dołowi, albo też ku górze w najróżniejszych
pomieszczeniach lub podziemiach zamku.
Jeden z takich szybko przelatujących
UFOnautów został nawet uchwycony na
fotografii pokazanej poniżej - rzuć
okiem na ową unikalną fotografię.
Fot. #G1ab (E2 z [10]):
Dwie fotografie, obie wykonane jedna
po drugiej w tym samym rejonie ganków
prowadzących na główną wieżę zamku w
Malborku. Lewa z fotografii miała
być zwyczajną fotką turystki która
odwiedziała owe ganki. Jednak przez
przypadek owa fotografia uchwyciła
także bardzo szybko przelatującego
(oraz wolno wirującego w locie) UFOnautę,
jaki leciał w dół z głową zwróconą
ku dołowi poprzez owe ganki zamku
w Malborku.
Kolorowo ubrany UFOnauta, jaki szybko
zlatuje z głową skierowaną w dół do
obszaru gdzieś pod owymi gankami
zamku, jest widoczny relatywnie dobrze
na owej fotografii. Dokładniejsza analiza
podobnych zdjęć UFOnautow i UFO zawarta
została w monografii [4c] jaka udostępniana
jest (bezplatnie) na stronie internetowej
tekst_4c.htm.
Kiedy osoba ktora wykonała powyższą
fotografię zorientowała się że jakaś
kolorowa istota błysnęła przed jej
oczami w chwili gdy owa fotografia
została wykonana, tak na wszelki
wypadek osoba ta powtórzyła fotografowanie.
Dlatego prawa z fotografii pokazuje
niemal ten sam obszar, sfotografowany
w niewielką chwilkę później. UFOnauta
wówczas już zniknął (tj. osiągnął on
swój wehikuł UFO jaki zaparkowany
był pod zamkiem w Malborku w owej
podziemnej komorze-bazie).
* * *
Do powyższego warto dodać, że wszystkie
zdjęcia UFOnautów pokazane na niniejszej
stronie, są również pokazane i naukowo
zinterpretowane na odrębnej stronie
poświęconej w całości naukowym interpretacjom
zdjęć UFOnautów. Owa odrębna strona o
UFOnautach udostępniana jest poprzez
"Menu 4" i "Menu 2" pod nazwą
kosmici.
* * *
Oczywiście, najróżniejsi domorośli
sceptycy zamanipulowani telepatycznie
przez UFOnautów będą argumentowali,
że owa fotografia wcale nie pokazuje
szybko lecącego UFOnauty, a pokazuje
coś zupełnie innego. W takim jednak
wypadku proponowałbym aby wytłumaczyli
dokładnie co właściwie owa fotografia
zdołała uchwycić, oraz dlaczego owo
coś poruszało się tak szybko (i zwolna
wirowało w locie) w gankach zamku w
Malborku. Proponowałbym także aby
wyjaśnili oni dlaczego górną część
owej fotografii ktoś pracowicie
zasabotażował
na jeden ze sposobów opisywanych na stronie
sabotages_pl.htm,
już po tym jak została ona wystawiona
w internecie - tak że dobrze początkowo
widoczny na niej sufit ganków obecnie
jest na fotografii tylko ciemną plamą.
Rozważmy więc teraz hipotetycznie
inne możliwe wyjaśnienia dla tego
zdjęcia, niż to że uchwyciło ono
szybko lecącego UFOnautę:
 (a) Duch.
Gdyby miał to być duch a nie UFOnauta,
wówczas po pierwsze dlaczego jest on
kolorowy a nie biały. Po drugie jak
owa sceptyczna osoba wytłumaczyłaby
wówczas uchycenie ducha na zdjęciu.
Wszakże istnienie duchów jeszcze
trudniej udowodnić naukowo niż istnienie
UFOnautów. (Dla przykładu, istnienie
UFOnautów zostało już bezspornie
udowodnione formanym dowodem naukowym
opublikowanym w podrozdziale P2 najnowszej
polskojezycznej monografii [1/5],
w podrozdziale P2 nieco starszej
monografii [1/4], oraz w podrozdziale
J2 angielskojezycznej monografii [1e].)
Ponadto, jak to się stało, że ów
UFOnauta został uchwycony nie tylko
na zdjęciu, ale także widziany przez
owego fotografa na własne oczy
(wszakże zobaczenie owego jarzącego
się UFOnauty było powodem dla jakiego
fotograf powtórzył zdjęcie, ponieważ
posądzał że poprzednie zdjęcie nie
wyjdzie właśnie z powodu owego jarzącego
się UFOnauty).
 (b)
Rzucony obiekt. Inna hipotetyczna
możliwość, to że ktoś rzucił w powietrze
jakiś obiekt, zaś obiekt ten w locie
został uchwycony przez fotografującego.
Jednak i ta możliwość nie jest potwierdzana
przez fakty. Przykładowo, po pierwsze,
obiekt na zdjęciu leci po linii prostej
i to ukośnie do kierunku działania sił
pola grawitacyjnego. Tymczasem jeśli
ktoś rzuciłby jakiś obiekt w ciasnym
ganku, wówczas ów obiekt albo podążałby
po linii zakrzywionej, albo musiałby
lecieć prosto w dół wzdłuż kierunku
działania pola grawitacyjnego. Po
drugie jak to możliwe, że ów obiekt
wylatuje z murowanego sufitu w jakim
nie ma żadnego otworu ani okna.
Gdyby był to obiekt rzucony, wówczas
nie mógłby wylatywać on z sufitu, a
jego trajektoria musiałaby albo
zakrzywiać się w jakiejś odległości
od sufitu, albo też odbijać się od
sufitu (rozważ fizyczne prawa odbicia,
jakie NIE byłyby wówczas spełnione dla
tego właśnie obiektu). Po trzecie skąd
się biorą ewe efekty soczewki magnetycznej
tak typowej dla napędu UFOnautów,
jakie obiekt ten sobą wzbudza w swoim
otoczeniu. Efekty te można odnotować
po tym, że widok ludzi i muru znajdującego
się poza lecącym obiektem, tuż przy
granicach owego obiektu zostaje wypaczony
(więcej o działaniu soczewki magnetycznej
napędu UFO poczytać można w rozdziale
G moich monografii [1/5] lub [1/4]).
Po czwarte, dlaczego obiekt ten posiada
występy i kształty jakie odpowiadają
częściom ciała ludzkiego (np. na zdjęciu
wyróżnić się daje trajektorię rąk,
korpusu, nóg, itp.). Ponadto, dlaczego
owe części ciała ludzkiego utrzymują
się podczas lotu w dokładnie tych samych
pozycjach względem siebie na przekór
że obiekt wiruje (np. gdyby obiekt był
np. lecącym swetrem lub koszulą, napór
powietrza powodowałby zmiany jego
kształtu). Wszystko to razem wzięte
tylko utwierdza, że to co owo zdjęcie
uchwyciło jest UFOnautą małych rozmiarów
szybko lecącym głową w dół, a nie żaden
obiekt rzucony w powietrze.
Jeśli zaś zdjęcie nie przedstawia niczego
innego niż UFOnauta - jak to wykazano
powyżej, wówczas nawet jeśli się jest
najbardziej zatwardziałym sceptykiem,
ciągle nie ma innego wyjścia niż przyznać,
że owe jarzące się figury jakie poruszają
się bardzo szybko w pomieszczeniach
zamku w Malborku, jakie są tam widywane
przez spora liczbę ludzi, a jakich
nie daje się wytłumaczyć racjonalnie
z użyciem żadnej innej idei niż szybko
przelatujący UFOnauci zdażający do
(lub z) swojej podziemnej bazy, faktycznie
są UFOnautami!
Powyższe warto tutaj uzupełnić
wyjaśnieniem, co folklor ludowy
z terenu Polski stwierdza na temat
innych podziemnych "baz UFO".
Zgodnie z nim, bardzo podobne
bazy mają też znajdować
się w całym szeregu obszarów
Polski. Baza UFO bardzo podobna
do tej z Malborka, bo zlokalizowana
w podziemiach byłego fortu, ma się
znajdować pod tzw. Wzgórzem
Partyzantów położonym niemal
w centrum Wrocławia. Więcej
informacji na temat tej wrocławskiej
bazy UFO, włączając w to zdjęcie
"przeźroczystego UFOnauty",
dostępnych jest w punkcie #7 z odrębnej strony internetowej
o mieście
Wrocławiu
(patrz tam zdjęcie z "Fot. 7(b)").
Z kolei odmienny rodzaj podziemnej
bazy UFO prawdopodobnie istnieje
w systemie podziemnych jaskiń zlokalizowanych
pod polami wsi Wylatów. Zapewne
to właśnie wehikuły UFO wnikające
do owych jaskiń, lub wylatujące
z nich, są odpowiedzialne za
formowanie na polach Wylatowa
słynnych na całą Polskę tzw.
"kręgów zbożowych" czyli
lądowisk UFO w zbożu
(UFOnuaci-podmieńcy celowo dezinformują
ludzi błędnie nazywając je "piktogramami").
Zdjęcie jednego z takich lądowisk,
na którym aparat fotograficzny zdołał
nawet uchwycić niewidoczny dla ludzkich
oczu wehikuł UFO, pokazane jest na
całym szeregu odrębnych stron
internetowych poświęconych zjawisku
telekinezy
(patrz tam zdjecie z punktu 20),
dostępnych za pośrednictwem
"Menu 4".
(Zauważ, że lądowiska UFO w zbożu
z Wylatowa są bardzo podobne do
słynnych angielskich lądowisk UFO.
Dlatego zapewne również pod polami
Anglii znajduje się taki sam
system podziemnych jaskiń używanych
przez UFOnautów jako podziemne
bazy w których ukrywają oni przed
ludźmi swoje wehikuły UFO.)
Fot. #G1c (B20 z [4c]):
Niewidzialni dla ludzkich oczu UFOnauci
byli także fotografowani kiedy stoją
nieruchomo, a stąd kiedy są dobrze
widoczni. Jedna z czarno-białych
fotografii takiego nieruchomo stojącego
UFOnauty pokazana jest powyżej.
Pokazuje ona dziewczyne z kwiatami
(Elizabeth Templon) jaka była
wówczas fotografowana. Kiedy jednak
fotografia została wywołana, okazało
się
że UFOnauta ubrany w skafander
kosmiczny i z twarzą okrytą hełmem
kosmicznym, jest doskonale widoczny
jak unosi się w powietrzu nad i poza
głową owej dziewczyny.
(Odnotuj, że biały kolor skafandra
UFOnauty wynika z wydzielanego przez
niego szczególnego jarzenia, jakie
zawsze towarzyszy tzw.
stanowi migotania telekinetycznego,
a jakie w tomie 4 najnowszej monografii
[1/5], a także w podrozdziale L6.1 z tomu 7
starszej monografii [8] "Totalizm", dokładnie
opisane jest pod nazwą "jarzenie pochłaniania".)
Zdjęcie to wykonane zostało w niedzielę,
24 maja 1964 roku, przez ojca Elizabeth,
strażaka, jakies 5 mil od ich domu w
Carsle, USA, na brzegu rzeki Solway
Firth. Fotografujący raportował,
że w chwili wykonywania tego zdjęcia
panowala dziwna "naelektryzowana"
atmosfera, a także miejscowe krowy
zachowywały się bardzo dziwnie,
chociaż oprócz rodziny dziewczynki,
nie było tam wówczas nikogo.
(Warto tutaj podkreślić, że niektóre
zwierzęta, włączając w to koty,
psy, owce i krowy, mają tak
skonstruowane oczy, że są one
w stanie widzieć UFOnautów w
"stanie migotania telekinetycznego",
nawet jeśli ci pozostają
niewidzialni
dla ludzkiego wzroku.) Samo owo zjęcie,
a także jego dokładny opis,
opublikowane są na stronie
51 doskonałej książki [2] pióra
Jenny Randles, "Alien Contact - The First Fifty Years",
Collins Brown (London House, Great
Eastern Wharf, Rarkgate Road, London SW11 4NQ),
1997, ISBN 1-85585-454-6, 144 pages, pb.
Bardziej dokładna interpretatcja
zdjęcia tego niewidzialnego dla
ludzkich oczu UFOnauty, zawarta
jest w podrozdziale B2 traktatu
[4c] (patrz tam na zdjęcie
oznaczone Z_4_B2) jaki udostępniany
jest (bezplatnie) m.in. na stronie
internetowej
tekst_4c.htm.
#G2.
Historyczne związki pomiędzy diabłami a budowniczymi zamku w Malborku:
Istnieje historyczny materiał dowodowy,
że UFOnauci byli obserwowani w zamku w
Malborku relatywnie często praktycznie
od najdawniejszych czasów. Znane są
najróżniejsze opowieści na temat diabłów
widywanych w związku z zamkiem. (Jak to
bowiem ujawniają wyniki ostatnich badań
UFO, np. tych prezentowanych w rozdziale
OD z monografii [1/5] lub w podrozdziale
E4 monografii [8], nazwa diabły
używana była w dawnych czasach dla
opisywania istot które obecnie nazywamy
właśnie UFOnautami.) Doskonałym przykładem
takiego historycznego materiału dowodowego
o związkach "diabłów-UFOnautów" z zakonem
Krzyżackim i z Malborkiem są podobizny
diabłów istniejące w zamku malborkim.
Jedna z owych podobizn pokazana jest na
fotografii średniowiecznego diabła pokazanej
poniżej.
Fot. #G2a (K5a z [1/5]):
Fotografia która ilustruje
wygląd "diabła" jaki relatywnie
często był widywany w zamku Malborka.
Jest on utrwalony jako mała
figurynka nazywana służka,
około 25 cm wysokości. Ogladający
mogą zobaczyć owego diabła
przy wejściu do ubikacji używanych
w średniowieczu przez Krzyżaków
(tj. tych samych ubikacji, które
zgodnie z najróżniejszymi rumorami
krążącymi na ten temat, owi
Krzyżacy podobno używali w celu
mordowania niewygodnych im ludzi).
Interesujący szczegół owej figurynki
jest, że pokazuje ona diabła lecącego
w przykucniętej pozycji. Jak zaś
widzieliśmy to na magicznym pokazie
Davida Copperfielda podczas
jego słynnego lotu przez Great Canyon
w USA, taka właśnie przykucnięta
pozycja jest najbardziej wygodna
podczas użycia magnetycznego napędu
osobistego UFOnautów. (Więcej informacji
na temat magnetycznego napędu osobistego
UFOnautow można znaleźć w rozdziale E i
na rysunku E2 moich monografii [1/5]
lub [1/4] dostępnych nieodpłatnie
za pośrednictwem tej strony. Napęd ten
jest też pokazany na "Fot. #H3" ze stron o wsi
Wszewilki.)
Częste loty UFOnautów właśnie w takich
przykucniętych pozycjach są też raportowane
przez licznych świadków jacy widzieli
te istoty w locie (owe raporty także
są publikowane w monografiach [1/5] i
[1/4] - patrz tam rozdział R i rysunek R1).
Zauważ że także wygląd twarzy owego
UFOnauty/diabła ze "służki" odpowiada
dokładnie wyglądowi twarzy jednej z
ras nalatujących Ziemię UFOnautow.
Rasa ta najlepiej zilustrowana została
w słynnym filmie amerykańskim Fires in the sky
jaki stanowił rodzaj reportaża
dokumentującego faktyczne uprowadzenie
mieszkańca Ziemi do wehikułu UFO owej
cywilizacji. Charakterystyką tej rasy
jest, że owi UFOnauci są małego wzrostu,
oraz że ich twarze są pełne zmarszczek
(tak jak twarze bardzo starych ludzi)
oraz okropnie brzydkie.
Fot. #G2bc
(D1ab z [10]): Wygląd samicy jeszcze jednej
z ras szponiastych UFOnautów-potworów,
czyli zdjęcie szponiastego "żeńskiego
diabła". Również i takie diabły
widywano w Malborku.
Dokładny opis tego zdjęcia przytoczony
został przy "Fot. #4a-c" na stronie internetowej
o milickim kościele
Kościele Św. Andrzeja Boboli,
oraz przy "Fot. #K2" strony internetowej
evolution_pl.htm.
Ta rasa fizycznie niewydarzonych, oraz
psychologicznie wysoce nieszczęśliwych potworów,
została stworzona przez krótkowzroczne
eksperymenty genetyczne UFOnautów. Od
tysiącleci rasa ta regularnie nalatuje
teraz Ziemię w wehikułach UFO, siejąc
strach wśród ludności wszystkich kontynentów
jako jedna z najbardziej złośliwych
i najbardziej mściwych gatunków "diabłów".
W swoich eksperymentach UFOnauci pobrali
geny od ludzi i wymieszali je z genami
pobranymi od jakiegoś rodzaju maszkarowatych
jaszczurów. W ten sposób stworzyli pokazane
na powyższym zdjęciu "diabły z krogulczymi
pazurami". Diabły te mają 3+1 palcowe
szponiaste łapy oraz wężową skórę jaszczurów.
Jednocześnie zaś utrzymują one generalny
kształt i narządy rozrodcze ludzi - wraz
z ludzką inteligencją i z nawet większą
od ludzkiej złośliwością. Jak to dokładniej
opisałem na stronie internetowej o
ewolucji,
UFOnauci próbują bawić się w Boga -
choć brak im mądrości i przezorności Boga.
W rezultacie psują oni Boskie stworzenia
przez mieszanie ich doskonałych genów
z niewydarzonymi genami najróżniejszych
potworów.
Z powodu wężowego wzoru na ich skórze,
tą rasę UFOnautów osoby uprowadzane
do UFO opisują jako "gady". To
też właśnie
o tej rasie UFOnautów-diabłów Adam Mickiewicz
napisał w "Pani Twardowska" słowa
"... nos jak haczyk, kurzą nogę i
krogulcze miał paznokcie ...".
Fot. #G2d (K5c z [1/5]):
Fotografia pokazujująca rzeźbę
"diabła-UFOnauty" z rasy
wyglądającej identycznie jak
ludzie. To właśnie UFOnauci z
tej rasy "wkręcają" się na
wszystkie kluczowe stanowiska
w ziemskim społeczeństwie aby
tym łatwiej
sabotażować
rozwój techniczny ludzkości.
UFOnautów z tej właśnie
rasy folklor ludowy nazywał
podmieńcami.
Powyższa rzeźba najprawdopodobniej
pochodzi z Francji. Fotografia
ta była publikowana w czasopismie
o nazwie "The Unexplained".
Praktycznie jest to najlepsza
znana mi podobizna diabła jaka
doskonale pokazuje typowe
szczegóły twarzy owej rasy
UFOnautow o wyglądzie identycznym
do ludzi. Rasa ta jest wyglądem
najbardziej zbliżona do ludzi.
Dlatego utrzymuje ona na Ziemi
największą liczbę swoich szpiegów
i sabotażystów jacy mieszają się
z ludźmi na ulicach i wtrącają
do wszelkich ludzkich spraw.
Z odmiennych od ludzkich szczegółów
anatomicznych owego diabła-UFOnauty
zwraca uwagę wysunięty ku przodowi
i rozwidlony podbródek, jaki
wygląda jak miniaturowy tyłek
ludzki, a jaki jest bardzo
charakterystycznym szczegółem
twarzy owej rasy UFOnautów
(a także szczegółem twarzy
dawnych "czarownic" - czarownice/y
to jeszcze jedna nazwa jaką
kiedyś przyporządkowywano
dzisiejszym UFOnautkom/tom).
Wiele osób obecnie uprowadzanych
do UFO opisuje wygląd twarzy typowych
UFOnautów właśnie jako niemal
identyczny do wyglądu twarzy
owego diabła z powyższej fotografii.
Więcej danych na temat podobieństwa
wyglądu, filozofii i zachowania
diabłów do dzisiejszych UFOnautów
dostarczonych jest na stronie
internetowej
ufo_pl.htm.
Ciekawe że taki "tyłkopodobny podbródek"
miał ostatni z Mistrzów Zakonu Krzyżackiego
czyli "kuty na cztery kopyta" niejaki
Albrecht von Hohenzollern-Ansbach.
Aby go ukrywać przed ludźmi, nosił on
brodę, która jednak taże się rozwidlała
jak jego podbródek - na dwie półpołówki.
To właśnie on "wywiódł w pole" polskich
królów poprzez zlikwidowanie Zakonu
Krzyżackiego w 1525 roku oraz jego
zamienienie na Księstwo Pruskie z którego
z czasem wyrosły Hitlerowskie Niemcy.
Także to on podważył swym księstwem
wpływy kościoła katolickiego poprzez
oficjalne przejście na luteranizm
oraz spowodowanie przejścia również
wszystkich swoich poddanych. Posąg
tego "kutego na cztery kopyta" ostatniego
mistrza Zakonu może być oglądany na
dziedzińcu Zamku w Malborku. Zdjęcie
owego posągu pokazane zostało na
fotografii "Fot. 17" z odrębnej strony
internetowej
day26_pl.htm.
Na owym posągu najbardziej interesująca
jest jego broda. W takiej bowiem formie
rozgałęziających się, dwóch jakby odrębych
bród, broda ta rośnie tylko u tych którzy
mają owo pośladkokształtne ukształtowanie
podbródka, tak wyraźnie widoczne na powyższej
fotografii "Fot. #G2d". Z kolei posiadanie
takiego pośladkokształtnego podbródka
typowo oznacza, że jego właściciel jest
UFOnautą-podmieńcem,
a nie człowiekiem. (W jaki sposób UFOnauci
podmieniani są za ludzi wyjaśnione to
zostało na odrębnej stronie internetowej
w "Menu 2" nazywanej "podmieńcy".) Czyżby
więc ostatni z mistrzów krzyżackich a pierwszy
książę pruski, oraz faktyczny założyciel
agresywnych Prus, był UFOnautą? Wszakże
zgodnie z tym co wyjaśniono na stronie
internetowej "ludobójcy", UFOnautą był
również Romulus - znaczy założyciel
starożytnego Rzymu. Warto też zwrócić
uwagę na nietypowego kształtu buty tego
pierwszego księcia pruskiego. Czyżby
jego stopy też były nieco odmienne niż
stopy u normalnych ludzi?
Fot. #G2e (D3 z [10]):
Tylko nieliczni ludzie zostali ukarani
złamaniem ich palca za fakt że mieli
odwagę coś obfotografowywać. Ja należę
do owych nielicznych. Kiedy w dniu 26
maja 2007 roku obfotografowywałem
tajemniczą "Jin Cave" pokazaną na powyższej
fotografii "Fot. #G2e", jakieś niewidzialne
dla ludzkich oczu stwory wpadły w taką
wściekłość, że podczas wykonywania jednej
z fotografii niemal otwarcie podcięły
mi nogi kiedy właśnie naciskałem spust
migawki, oraz tak pokierowały moim
upadkiem abym złamał sobie palec.
W trakcie tego dziwnego zdarzenia
czułem na swoim ciele uderzenia i
pchnięcia jakby czyichś niewidzialnych
rąk, zaś w swoim umyśle usłyszałem
jakby telepatycznie przekazany mi
czyjś szyderczy rechot. (Ja doskonale
znam ten rechot - słyszałem go bowiem
już raz kiedy UFOnauci, zapewne dla
zabawy, zlali mnie i mój garnitur zimnym
prysznicem - co opisałem dokładnie
w podrozdziale W6 z tomu 18 mojej starej
monografii [1/4],
patrz tam punkt "Ad. F".) Opisy okoliczności
owego niezwykłego złamania mi palca
wyjaśniam w punkcie #K4 strony o
Wszewilkach jutra.
"Fot. #G2e" powyżej pokazuje właśnie
jedno ze zdjęć które wówczas zdołałem
wykonać tuż przed tym zanim mój palec
został złamany. Ujmuje ona wejście do jaskini,
która według moich ustaleń jest byłym
wejściem do jednego z systemów podziemnych
tuneli jakie UFOnauci wykonali
pod powierzchnią naszej planety
aby w nich ukrywać swoje wehikuły
UFO przed wzrokiem ludzkim.
Wśród
miejscowych ludzi powyższa jaskinia
nazywa się Jin Cave - co
na polskie tłumaczy się jako
"jaskinia dżynów". (Dżyny to
jeszcze jedna nazwa którą w
kulturach Wschodu nadawano kiedyś
UFOnautom. Dżyny miały takie same
moce jak "diabły" - tyle że kiedyś
uważano je za nie aż tak złośliwe
jak diabły. W naszej kulturze dżyny
znamy głównie
z bajki o "Lampie
Alladyna" w której podobno mieszkał
jeden z owych potężnych stworów.)
Pokazana powyżej "Jin Cave" omawiana
jest także i nawet jeszcze lepiej ilustrowana
na stronie o
Korei.
Średnica pokazanego powyżej tunelu
mierzona w poziomie wynosi 4.7 metrów,
zaś jego wysokość wynosi 5.10 metrów.
Ten cylindrycznie ukształtowany i
równiutki tunel został wycięty jakby
ogromnym wiertłem. Biegnie on w kierunku
od południowego-wschodu (jego wejście)
ku północnemu zachodowi (głąb góry).
Tunel ten wycięty był więc przez dyskoidalny
wehikuł UFO typu K3 lecący poziomo
z podstawą zwróconą prostopadle do
lokalnego przebiegu linii sił pola
magnetycznego. Średnica zewnętrzna
wehikułu UFO typu K3 wynosi D = 4.39
metrów. Wykonanie tego tunelu nastąpiło
poprzez nacisk telekinetyczny,
a nie poprzez wytapianie plazmą.
Wehikuł UFO który go wykonał był
więc wehikułem UFO drugiej, lub
nawet trzeciej,
generacji.
Niezwykłością tego tunelu UFO jest,
że był on znany przez wiele wieków,
zaś miejscowi ludzie traktują go z
nabożnością niemal jak święte miejsce.
Dlatego UFOnauci nie mogli go skrycie
zawalić lub usunąć - tak jak to uczynili
z wejściami do wielu innych swoich
tuneli. Aby jednak nie ujawnić że
wiedzie on do podziemnych baz UFO,
jakiś czas temu UFOnauci wytopili
w nim pionową ścianę przegrodową
która go zamyka już około 10 metrów od
wejścia. Co najciekawsze, owa pionowa
ściana zagradzająca wejście do reszty
tego tunelu uformowana została poprzez
wytopienie rodzimej skały gorącą
plazmą. Tymczasem sam tunel wykonany
został poprzez wyrwanie skały naporem
telekinetycznym (jest więc tunelem
wyłomowym - a nie wytopionym). Takie
wymieszanie dwóch zupełnie odmiennych
sposobów ukształtowania struktury tego
tunelu, oba z których to sposobów są
unikalne i charakterystyczne dla
możliwości napędu UFO, dodatkowo
silnie potwierdza technologiczne
pochodzenie tego tunelu uformowanego
przez wehikuł UFO.
Wejście do podobnego tunelu UFO
znajdowało się też w Polsce na
Babiej Górze - pozostając tam
otwarte aż do około 1920 roku.
(Potem UFOnauci ukryli to wejście.)
Podobne wejście opisane jest w
słynnej niemieckiej legendzie
o Pied Piper of Hamelin.
Opis tej legendy znajduje się
nawet w niektórych encyklopediach,
np. w prestiżowej "Encyclopedia
Britannica", 1959 rok - patrz tam
hasło "Hameln". Zgodnie z tą
legendą, w 1284 roku miasteczko
Hamelin z Dolnej Saksonii (koło
Hanoweru), leżące na zbiegu rzek
Weser i Hamel, nawiedzone zostało
przez plagę szczurów. Wtedy pojawił
się ów szczurołap (zapewne UFOnauta
posiadający urządzenie do zdalnego
hipnotyzowania zwierząt i ludzi),
który po otrzymaniu oferty sowitego
wynagrodzenia wyprowadził szczury
z miasteczka i potopił je w rzece
Weser. Jednakże po wypełnieniu
jego strony umowy, mieszkańcy
Hamelin'a oskarżyli go o oszustwo
i odmówili wypłaty wynagrodzenia.
Wtedy, dokładnie dnia 23 lipca
1284 roku, zagrał on znowu na
swojej fujarce. W odpowiedzi
wszystkie dzieci Hamelin'u opuściły
swe domy i podążyły zahipnotyzowane
w ślad za nim. Po ich dotarciu do
zbocza pobliskiego wzgórza Koppelberg,
otwarły się w nim ogromne wrota.
Szczurołap, a za nim wszystkie
dzieci - za wyjątkiem jednego
kulawego, zniknęli na zawsze
we wnętrzu tego wzgórza, zaś
wrota zatrzasnęły się po ich
przejściu. (Najwyraźniej kulawe
dziecko było bez wartości jako
niewolnik na planecie UFOnautów.)
Ciekawostką powyższej legendy
z Niemiec jest, że jej wersja
mówiona jaką też miałem okazję
usłyszeć, opisuje szklisty
tunel wiodący do wnętrza Ziemi,
który krył się za wrotami w
zboczu wzgórza Koppelberg.
Tunelem tym odmaszerowały
zahipnotyzowane dzieci. Jego
opis zbiega się więc ze szklistym
tunelem przysłoniętym wrotami
wyglądającymi jak zwykła skałka,
który opisany jest w legendzie
z Polski na temat Babiej Góry
(tą legendę z Polski przytoczyłem w
traktacie [4B] i w podrozdziale G2.1
monografii [5/3], zaś wzmiankuję
ją w podrozdziale V5.3.2 monografii
[1/5]).
#G3.
Czy ostatni komtur krzyżacki był UFOnautą:
Bóg tak
stwarza
wszelkie istoty, że w ich anatomię i wygląd
wpisane są również ich cechy charakteru -
co dokładniej wyjaśnia i dokumentuje punkt
#M1 ze strony
day26_pl.htm,
zaś ilustruje "Fot. #G2d" powyżej.
Z kolei aby UFOnauci mogli realizować na
Ziemi zadania które Bóg im powierzył, muszą
oni odznaczać się specjalnymi cechami
charakteru - które to cechy znajdowały
będą swoje odzwierciedlenie w ich anatomii
i wyglądzie. Tak też się składa, że ostatni
komtur (mistrz) malborskich krzyżaków
demonstrował wszelkie cechy anatomiczne,
wygląd, a nawet cechy charakteru jakie są
dokładnie zgodne z cechami UFOnautów -
co m.in. demonstruje następujące zdjęcie:
Fot. #G3 (E3 z [10]): Oto posągi najważniejszych
"Wielkich Mistrzów Krzyżackich", wystawione na zamku
malborskim. Warto zwrócić uwagę na mistrza na tym
zdjęciu widocznego na ostatniej pozycji po prawej. Był
to Albrecht von Hohenzollern-Ansbach, likwidator Zakonu
Krzyżackiego. Był on ogromnie przewidujący w każdym
swoim posunięciu, tak jakby znał przyszłość. Przykładowo,
to on w 1525 roku zamienił Zakon Krzyżacki w Księstwo
Pruskie z którego z czasem wyrosły Hitlerowskie Niemcy.
Także to on podważył swym księstwem wpływy kościoła
katolickiego poprzez oficjalne przejście na luteranizm
oraz spowodowanie przejścia również wszystkich swoich
poddanych. Na powyższym zdjęciu interesująca jest
jednak jego broda. W takiej bowiem formie rozgałęziających
się, dwóch jakby odrębych bród, broda rośnie tylko u tych
którzy mają owo pośladkokształtne ukształtowanie podbródka,
tak wyraźnie widoczne na fotografii "Fot. #G2d" powyżej. Z kolei
posiadanie takiego pośladkokształtnego podbródka zwykle
oznacza, że jego właściciel jest symulowanym UFOnautą, a nie człowiekiem.
Czyżby więc ostatni z mistrzów krzyżackich, pierwszy książę
pruski, oraz faktyczny założyciel agresywnych Prus był UFOnautą?
Wszakże zgodnie z tym co wyjaśniono na stronie internetowej
"predators_pl.htm",
UFOnautą był również Romulus - znaczy założyciel starożytnego
Rzymu. Warto też zwrócić uwagę na nietypowego kształtu buty
tego pierwszego księcia pruskiego. Czyżby jego stopy też były
nieco odmienne niż stopy u normalnych ludzi? (Kliknij na
powyższe zdjęcie aby zobaczyć je w powiększeniu.)
Ciekawostką może tutaj być też fakt, że również
Osama Bin Ladin nosi dokładnie taką samą
rozgałęziającą się brodę. Czyżby ten fakt
wyjaśniał dlaczego jest on aż tak ilusywny?
Jak wynika z najróżniejszych danych, Malbork
od samego początku swego istnienia był obiektem
szczególnego zainteresowania ze strony UFOnautów.
Przykładowo wszystko wskazuje na to, że od samego
początka tego zamku, w jego podziemiach symulowana
była baza wehikułów UFO. Dalsze informacje na temat
UFOnautów i ich podziemnychj baz znaleźć można
też na stronach internetowych
day26_pl.htm i
wroclaw.htm.
Powyższe zdjęcie jest też pokazana i opisane
na stronie o moralnych przyczynach wszelkich
katastrof, nazwanej
day26_pl.htm
(patrz tam "Fot. #M3c").
Część #H:
Związek pomiędzy zamkiem w Malborku a chińskim "feng shui":
#H1.
"Feng shui", oś energetyczna i "Smocze Wrota" zamku w Malborku, cyrkulacja jego inteligentnej energii "chi":
Starożytni Chińczycy posiedli tajemną wiedzę
która wyjaśnia jak kształtować wzajemne
ustawienie obiektów fizycznych oraz cechy
tych obiektów, aby uzyskać zamierzone
zmiany losu osób które żyją w otoczeniu
tychże obiektów. Owa tajemna wiedza jest
tam znana pod nazwą
feng shui.
Znajomość "feng shui" daje Chińczykom
tak dużą kontrolę magiczną nad swoim
losem, że większość Chińczyków praktykuje
feng shui do dzisiaj. Zgodnie z artykułem
"Feng shui now taught in school" (tj. "Feng
shui obecnie jest nauczone w szkole")
opublikowanym na stronie B2 nowozelandzkiej gazety
The New Zealand Herald,
wydanie datowane w środę (Wednesday),
January 9, 2008, nauczanie feng shui
powróciło do chińskich szkół. Powrót ten
nastąpił po długiej przerwie trwającej od
1949 roku kiedy to komuniści którzy świeżo
dorwali się tam do władzy zakazali nauczania
owego przedmiotu jako ludowego przesądu.
Pierwszą szkołą która w dzisiejszych
Chinach wprowadziła do swego programu
nauczanie feng shui, była szkoła średnia
w Xiamen z bogatej prowincji Fujian w
południowo-wschodniej części Chin.
Ja osobiście obserwowałem feng shui
w działaniu i jestem całkowicie świadom
że nie wolno nam ignorować wpływu
symboliki i konfiguracji otaczających
nas obiektów na nasze losy życiowe.
Niewielu ludziom jest wiadome, że zamek
w Malborku był budowany zgodnie z
zasadami owej Daleko-Wschodniej
(a ściślej chińskiej) wiedzy
feng shui.
Zasady te były tak tam dobrane aby wzmacniały
one nadprzyrodzone moce właścicieli
malborskiego zamku.
Jednym z dowodów owej zgodności planów
zamku z tamtą tajemną wiedzą feng shui, jest
istnienie w zamku malborskim "energetycznej
osi zamku", oraz istnienie symboli
które oś tą wyznaczały - a stąd które
indukowały cyrkulację inteligentnej
energii przez Chińczyków zwanej "chi".
(Teoria naukowa zwana
Konceptem Dipolarnej Grawitacji
nazywa "przeciw-materią" nośnik inteligencji
który jest źródłem owej energii.)
Owa "energetyczna oś zamku" wyznaczana
była w Malborku przez dwa symbole. Jednym
z tych symboli był złowrogi posąg NMP
już omówiony wcześniej w części #C tej
strony i pokazany na zdjęciach z "Fot. #C2"
powyżej. Położony on był po wschodniej
stronie zamku i formował jego biegun
wylotowy (ekspansyjny) dla cyrkulacji "chi"
energii. Drugim zaś symbolem tej osi była
"żaba" na wierzchołku "bramy wodnej"
położonej po zachodniej stronie zamku.
Żaba ta pokazana jest na "Fot. #H1" poniżej.
Formowała ona biegun wlotowy dla "chi"
energii. W ten sposób stwarzała ona
zamkowi to co tajemna wiedza "feng shui"
dawnych Chińczyków nazywała "Smocze Wrota"
(po angielsku "Dragon Gate"). Oba te
symbole formowały potężny wektor
cyrkulacji i ekspansji inteligentnej energii "chi",
który dodawał Zakonowi Krzyżackiemu cały
szereg wprost nadprzyrodzonych mocy
i zdolności ekspansyjnych - jakich
potęgę nasi Słowiańscy przodkowie
doświadczyli tak ciężko na własnej skórze.
Fot. #H1ab (C4 i C5 z [10]):
Wygląd żaby z wierzchołka "bramy wodnej" po
wschodniej stronie zamku w Malborku. Owa żaba
dla chińskiego "feng shui" jest symbolem wlotowym,
który wyznacza tzw. "Smocze Wrota" na energetycznej
osi zamku w Malborku. ("Smocze Wrota" z tajemnej
wiedzy "feng shui", to wysoce symboliczne wrota
wlotowe przez które dostarczane jest do danego
siedliska ludzkiego wszystko co potem daje
mu potęgę, znaczenie, oraz bogactwo. Energia
"chi" wpływająca przez owe wrota transformuje
się bowiem w danym siedlisku na rozwój i
ekspansję, które następują poprzez biegun
wylotowy danego ludzkiego siedliska - w
przypadku zamku w Malborku poprzez działalność
kościoła którego nisza zawierała symbol wylotowy,
czyli figurę NMP.)
(Cześć a - lewa) Wygląd samej żaby
stojącej na wierzchołku postumentu ze
środka "bramy wodnej". Żaba ta omówiona
jest również w podpisie pod zdjęciem
"Fot. #26" ze strony internetowej o mieście
Miliczu.
(Cześć b - prawa) Wygląd całej
"bramy wodnej" w centrum której owa
żaba jest umiejscowiona. Bramę tą widać
mniej-więcej w lewym-centrum powyższego
zdjęcia z części "b". Jest ona także
opisana na zdjęciu z "Fot. #11" strony internetowej o mieście
Wrocławiu.
#H2.
"Feng shui" jest doskonałą ilustracją zasady postępowania
Boga,
że "ludzie zawsze otrzymują to w co niezachwianie wierzą":
W swoich oddziaływaniach z ludźmi
Bóg
przyjął zasadę, że "zawsze daje ludziom to
w co oni niezachwianie wierzą". Działanie
tej zasady jest opisane aż na całym szeregu
totaliztycznych stron internetowych, NIE
będzie więc tutaj już powtarzane. Jedne
z najlepszych takich opisów czytelnik
znajdzie w (4) z punktu #J1 na
totaliztycznej stronie o nazwie
quake_pl.htm
oraz w punkcie #A2.2 ze strony o nazwie
totalizm_pl.htm.
Poznanie owej zasady postępowania Boga oddaje
ludziom do ręki możliwość jej wykorzystania
do najróżniejszych zastosowań praktycznych.
Przykładowo, można ją stosować do efektywnego
samoleczenia się bez użycia jakichkolwiek
medykamentów - patrz opisy mojej metody
takiego samoleczenia zaprezentowane w
punktach #G1 i #G2 totaliztycznej strony o nazwie
healing_pl.htm.
Można też ją wykorzystać np. dla wstrzymywania
nadejścia kataklizmów - tak jak to opisałem w
punktach #J1 i #P5.1 totaliztycznej strony o nazwie
quake_pl.htm.
Część #I:
Historyczne ciekawostki Malborka i zamku:
Niemal każdy stary zamek posiada
przywiązanych do siebie sporo romantycznych
opowieści. W zamku malborskim istnieje
wieża, w jakiej zamurowana miała być
Aldona, ukochana Mickiewiczowskiego
bohatera, Konrada Wallenroda (faktyczne
imię zamurowanej tam niewiasty brzmiało
Dorota). Oto co wspominany już poprzednio
"Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego
i Innych Krajów Słowiańskich" wydany
w Warszawie w 1884 roku, na stronie 943
pod hasłem "Malbork", pisze na temat
owej wieży swoim nieco archaicznym
językiem, cytuję:
"Niedaleko od rzeźni, tuż nad brzegiem
Nogatu, wznosi się po dziś dzień baszta
maślankowa, 25 m, wysoka; nazwa ta,
powszechnie utarta, opiera
się na podaniu,
jakoby chłopi żuławscy, na wskutek
dobrobytu, tak byli spanoszeni, iż
w. mistrz, aby ich butę ukrócić,
kazał im do zaprawy przy budowie
tej baszty zamiast wody maślanki
używać. Ale to pewnie tylko bajka,
bo właściwie zwała się ta wieża,
w r. 1412 zbudowana, pierwotnie "okrągła",
a nazwę wieży maślankowej dano
jej ledwie dopiero około r. 1596,
kiedy starosta malborski Kostka
4-ch radnych z Lichnów, którzy
przy dostawianiu masła i mleka
bardzo hardo się brali, kazał
w tej wieży zamknąć za karę. W
tej wieży umieścił Mickiewicz
w swoim Konradzie Wallenrodzie -
Aldonę; być może, że słyszał
był coś o jakiejś zamurowanej
niewieście w tych stronach,
ale to była błogosławiona Dorota,
która się roku 1347 urodziła w Mątwach,
a ostatnie lata przepędziła
w Kwidzynie, gdzie zmarła roku 1394."
Tyle w słowniku na temat tej wieży.
Dodam że wieża była też częściowo
zniszczona w 1945 roku, i została
zrekontruowana w 1958 roku, oraz
że na jej wierzchołku umieszczono,
widoczną z daleka blaszaną figurę
kobiety robiącej masło w kierzynce.
Fot. #I1: Baszta Maślankowa.
To w tej wieży miało miejsce co
najmniej jedno historycznie
udokumentowane "zamurowanie
żywcem".
Jak to jednak wiadomo o zwyczajach
najróżniejszych "przyjemniaczków" z okresu
średniowiecza, baszty były przez nich
ulubione jako miejsce składowania
niewygodnych dla siebie ludzi.
Przykładowo, kiedy w jakiś czas
temu otwarto podobną basztę znajdująca
się w Paczkowie z południowej Polski,
odkryto w niej pomieszczenie aż do
sufitu zapełnione szkieletami ludzkimi.
Jak się okazało, ojcowie miasta Paczkowa
mieli brzydki zwyczaj wrzucania do
owej baszty przez niewielkie okienko
w jej suficie każdego kto im się nie
podobał. Ponieważ zaś nie było z niej
wyjścia innego niż owo maleńkie okienko
w suficie, nikt z tam wrzuconych już
z niej się nie wydostał. (Zdjęcie i
opisy średniowiecznej "wieży głodowej"
z Paczkowa w południowej Polsce
pokazane są na rysunku "Fot. 6(b)"
ze strony o mieście
Miliczu.)
Zapewne więc i owa niewiasta zamurowana w pokazanej
tutaj baszcie należała do tych bardziej
szczęśliwych, bowiem zdołała swe życie
zakończyć zamurowana w celi w katedrze
w Kwidzynie, nie zaś w mrocznym wnętrzu
powyższej samotnej baszty.
#I2.
Średniowieczne tunele pod rzeką Nogat:
Praktycznie wszystkie średniowieczne
zamki posiadały podziemne tunele
które były używane dla ukrytej
łączności i ucieczki. Typowa
konstrukcja i własności takich
tuneli doskonale są zilustrowane
w małym polskim miasteczku Paczków,
które ciągle do dzisiaj otoczone
jest średniowiecznymi murami.
(Paczków jest zlokalizowany
kilkadziesiąt kilometrów na
południe od Wrocławia). Takie
średniowieczne tunele odkryte
pod owym Paczkowem, ujawniły
że zwykle są one tak zaprojektowane,
aby posłaniec (lub uciekinier)
mógł jechać w nich na koniu.
Zwykle zaczynały się one w
studni danego zamku, lub w
jednej z ukrytych piwnic.
Fotografie tego typu podziemnych
tuneli pokazane są na dwóch
odrębnych stronach internetowych,
mianowicie na stronach
Milicz oraz
Wszewilki.
Zamek w Malborku również wcale
nie jest wyjątkiem w tej regule.
Przed Drugą Wojną światową ogromny
podziemny tunel biegnący pod rzeką
Nogat został przypadkowo odkopany,
a po sfotografowaniu ponownie zakryty.
Fotografia owego tunelu publikowana
była wówczas w lokalnej gazecie z
Malborka.
#I3.
Ukryte skarby:
Jak każdy stary zamek, także zamek w Malborku posiada liczne legendy dotyczące
ukrytych skarbów z różnych okresów historycznych. W tym dziale opiszę kilka z nich.
* * *
Stopniowe opisywanie dalszych tajemnic
i ciekawostek Malborka, oraz dalszych
szczegółów tajemnic i ciekawostek już
tutaj wzmiankowanych, będzie kontynuowane.
Proszę więc odwiedzić tą stronę ponownie
za jakiś czas!
Część #J:
Podsumowanie, oraz informacje końcowe tej strony:
#J1.
Podsumowanie tej strony:
Jak powyższe opisy nam to ujawniły, z jednej
strony zamek w Malborku to istotny aset dla
polskiej turystyki, historii, dumy narodowej, itp.
Z drugiej jednak strony do zamku w Malborku
odnosi się szczególnie owo totaliztyczne powiedzenie
wiedza to odpowiedzialność.
#J2.
Instrukcje:
Podczas czytania tej strony warto wiedzieć że:
1. Aby zobaczyć powiększenie
dowolnej fotografii z niniejszej strony internetowej, wystarczy w tym celu
zwyczajnie kliknąć na tą fotografię. Ponadto większość tzw. browser'ów
które obecnie są w użyciu, włączając w to populany "Internet Explorer", pozwala
na załadowanie każdej ilustracji
do swojego własnego komputera, gdzie można jej się do woli
przyglądać, gdzie daje się ją zredukować lub powiększyć,
a także gdzie ją można wydrukować za pomocą posiadanego
przez siebie software graficznego. 2. Ci których
zainteresują zaprezentowane poniżej opisy miasta
Malborka, zapraszani są również
na podobne strony poświęcone opisowi prastarych miejscowości
Milicza,
Wszewilek,
Stawczyka, oraz
Wrocławia.
#J3.
Ciekawostki:
Problemy
z oglądaniem tej strony:
Jak wszystkie strony otwierające
nasze oczy na fakt "symulowania"
na Ziemi sytuacji że ludzkość jest
skrycie okupowana przez technicznie
wysoko zaawansowanych - chociaż
moralnie upadłych UFOnautów,
strona ta jest nieustannie
sabotażowana.
Stąd bez przerwy są problemy z jej otwieraniem
i oglądaniem - co dokładniej wyjaśniłem
na odrębnej stronie która w "Menu 1" i
"Menu 2"
może być uruchamiana pod nazwą
"FAQ - częste pytania".
Aby jakoś przeciwdziałać tym powtarzalnym
sabotażom, niniejsza strona jest udostępniana
aż pod kilkoma adresami równocześnie.
Warto więc wiedzieć jakie są to adresy,
bowiem w przypadku
problemów z oglądnięciem tej strony
pod jednym z adresów, może ona być otwarta
i oglądnięta pod którymś z innych adresow.
Ponadto, pod każdym z owych adresów
znajdują się także inne interesujące
strony o narózniejszej tematyce które także
warto odwiedzić. Wykaz tematów owych
stron podaje strona ze "skorowidzem" o nazwie
(kliknij na tą nazwę aby przenieść się na ową stronę):
skorowidz.htm.
Tak dla informacji podam tutaj też wykaz
dotychczasowych sukcesów sabotażystów
w blokowaniu dostępu do tej strony.
I tak na początku listopada 2004 roku
niniejsza strona została calkowicie usunięta
z następujących dwóch serwerów, mianowicie:
mozajski.i6networks.com,
wroclaw.i6networks.com.
Z kolei w dniu 15 grudnia 2004 roku
zablokowany został dostęp do
tej strony działającej pod bardzo
popularnym wówczas serwerem-adresem
milicz.fateback.com.
Potem wprawdzie dostęp do tego serwera
zostal odblokowany, jednak ja już zaprzestałem
jego użycia. Ponadto w 2004 roku aż
dwukrotnie strona ta byłą całkowicie
wydeletowana po jej umieszczeniu pod adresem
www.nrg.to/newzealand.
Na szczęście, w tamtym roku zawsze
udawało mi się potem tą stronę
ustanowić ponownie pod owym adresem.
Dlatego w 2005 roku cała moja witryna
z tamtego serwera www.nrg.to została
zniszczona. Niemal nieustannie mój dostęp
do tej strony umieszczonej pod adresem
anzwers.org/free/wroclaw
jest też blokowany. Stąd aby ją tam zaktualizować,
zawsze najpierw muszę znaleźć jakiś sposób
aby się przełamać przez ową blokadę.
W końcu pod dwoma następującymi adresami
i.1asphost.com/1964,
n.1asphost.com/1970/1964,
wprawdzie stronie tej pozwalali istnieć, jednak
codziennie blokowane było jej oglądanie pod
wymówką że dzienny limit przepustowości
został przekroczony (ja już kilkakrotnie
składałem podanie o zwiększenie tego
limitu, jednak nigdy zwiększenia tego
nie uzyskałem.) Kiedy zaś w dniu
4 stycznia 2005 roku ponownie
odwiedziłem stronę
n.1asphost.com/1970/1964
aby sprawdzić jej działanie, okazało
się że została ona wydeletowana.
W dniu 1 marca 2005 roku, wydeletowano
też tą stronę pod adresem:
wroclaw.free2w.com.
Z kolei w dniu 21 marca 2005 roku
zablokowano następny adres pod
jakim istniala ta strona, mianowicie adres
www.nrg.to/newzealand.
Blokadę tą nałożono w dokładnie taki sam sposób,
jak już poprzednio zablokowano tą samą stronę pod adresem
anzwers.org/free/wroclaw,
oraz jeszcze wczesniej zablokowano tą stronę pod adresem
free.7host02.com/sheep.
Znaczy, strona ta ciągle istniała i
była dostępna pod owym adresem, tyle
że ja miałem bardzo trudny do niej
dostęp za każdym razem kiedy chciałem
ją uaktualizować. Wszakże aby do niej
się dostać i ją zaktualizować, najpierw
musiałem znaleźć jakiś sposób aby
przełamać się przez ową blokadę,
a dopiero potem mogłem wprowadzić do
niej zmiany. (Zgodnie z tym co wyjaśniłem
na stronach internetowych o nazwie
morals_pl.htm,
sposób na obejście naokoło dowolnej
niemoralnej blokady zawsze istnieje -
wszakże sposób ten stwarzają same
prawa moralne.
Tyle że za każdym razem trzeba
włożyć sporo trudu i czasu aby
sposób ten znaleźć.) W latach
2006 i 2007 wydeletowano mi też
aż cały szereg serwerów lub witryn
zawierających niniejszą stronę o tajemnicach
Malborka.
Pełny wykaz owych wydeletowanych
przez nich witryn przytoczony jest
zaraz po polskojęzycznym wykazie
stron na odrębnej stronie zwanej
Menu 4.
#J4.
Polskie literki:
W tekście tej strony starałem się
używać polskich literek. Szybko jednak
odnotowałem, że nie każdy serwer poprawnie
koduje i przesyla owe litery. Ponadto
komputery zdają się wyświetlać poprawnie
polskie literki tylko jeśli albo
używają systemu operacyjnego "Windows XP",
lub jeśli ich Internet Explorer został
na nie ustawiony. (Aby ustawić swoją
przeglądarkę "Internet Explorer" na poprawne odczytywanie
polskich liter, trzeba kliknąć na pozycję w jej menu oznaczoną "Widok"
(po angielsku "View"), zaś potem na opcję oznaczoną "Kodowanie"
(po angielsku "Encoding"). Kiedy zaś otworzy się submenu "Dalsze"
("More") z odmiennymi alfabetami, wybrać trzeba i włączyć kliknięciem
alfabet oznaczony "Srodkowoeuropejski (Windows)" (po angielsku
"Central European (Windows)").) Gdyby jednak i takie ustawianie nie
pomogło, wówczas na wszelki wypadek informuję, że jeśli u kogoś
w miejscu literek na ekranie pojawiają się jakieś dziwne znaczki,
to zapewne oznacza, że jego komputer nie wyświetla prawidłowo
polskich literek. W takim przypadku dobrze jest wiedzieć,
że wyświetlane znaczki oznaczają co następuje:
"ą" = "a" z ogonkiem, "Ą" = "A" z ogonkiem,
"ć" = "c" z kreską, "Ć" = "C" z kreską,
"ę" = "e" z ogonkiem, "Ę" = "E" z ogonkiem,
"ł" = "l" przekreślone, "Ł" = "L" przekreślone,
"ń" = "n" z kreską, "Ń" = "N" z kreską,
"ó" = "o" z kreską, "Ó" = "O" z kreską,
"ś" = "s" z kreską, "Ś" = "S" z kreską,
"ź" = "z" z kreską, "Ź" = "Z" z kreską,
"ż" = "z" z kropką, "Ż" = "Z" z kropką.
Oto wykaz polskich literek
jakie mogą wystąpić w moich tekstach:
ą ć ę ł ń ó ś ź ż (małe polskie literki)
a c e l n o s z z (łacińskie i angielskie odpowiedniki małych polskich literek)
Ą Ć Ę Ł Ń Ó Ś Ź Ż (duże polskie litery)
A C E L N O S X Z (łacińskie i angielskie odpowiedniki dużych polskich liter).
Powinienem tutaj dodać, że po
odnotowaniu mizernych efektów moich eksperymentów z użyciem polskich
literek, sporą część swoich tekstów nadal piszę alfabetem angielskim
(łacińskim).
#J5.
Jak dzięki stronie
"skorowidz.htm"
daje się znaleźć totaliztyczne
opisy interesujących nas tematów:
Cały szereg tematów równie interesujących
jak te z niniejszej strony, też omówionych
zostało pod kątem unikalnym dla filozofii
totalizmu. Wszystkie owe pokrewne tematy
można odnaleźć i wywoływać za pośrednictwem
skorowidza
specjalnie przygotowanego aby ułatwiać ich
odnajdowanie. Nazwa "skorowidz" oznacza
wykaz, zwykle podawany na końcu książek,
który pozwala na szybkie odnalezienie interesującego
nas opisu czy tematu. Moje strony internetowe
też mają taki właśnie "skorowidz" - tyle że
dodatkowo zaopatrzony w zielone
linki
które po kliknięciu na nie myszą natychmiast
otwierają stronę z tematem jaki kogoś interesuje.
Skorowidz ten znajduje się na stronie o nazwie
skorowidz.htm.
Można go też wywołać z "organizującej" części
"Menu 1" każdej totaliztycznej strony. Radzę
aby do niego zaglądnąć i zacząć z niego
systematycznie korzystać - wszakże przybliża
on setki totaliztycznych tematów które mogą
zainteresować każdego.
Autorem tej strony jest polski emigrant
obecnie na stałe mieszkający w Nowej Zelandii.
Aktualne adresy emailowe autora tej strony, tj.
dra inż. Jana Pająka
(a przez okres 2007 roku - Prof. dra inż. Jana Pająka),
pod jakie można wysyłać ewentualne
uwagi, zapytania, lub odpowiedzi na zadane
tu pytania, podane są na stronie internetowej
o mnie (Dr Jan Pajak).
Tam również dostępne są adres pocztowy
i numery telefonu autora.
Proszę też odnotować, że z powodu mojego
chronicznego deficytu czasu, ja bardzo niechętnie
odpowiadam na emaile, które zawierają TYLKO
wykonawczo czasochłonne prośby, jednocześnie
zaś dokumentują zupełną ignorancję ich autora
w tematyce którą ja badam.
If you prefer to read in English
click on the flag below (Jeśli wolisz czytać po angielsku,
kliknij na angielską flagę)
Data założenia tej strony internetowej: 13 listopada 2002 roku
Data jej najnowszego aktualizowania: 12 stycznia 2012 roku
(Sprawdź pod adresami z "Menu 3" czy już istnieje nawet nowsza aktualizacja!)